Pamiętniki wędrownego pracownika. O wieloznaczności wędrówki w czasie przymusowej bezczynności

Dorian Batycka

Och nie, nie znacie składni, powiedział H.V. do swojej synowej, Chinki piszącej poezję po angielsku

 

Ona iść do stół
Ona podchodzi do stołu

 

Ona teraz iść do stół
Ona teraz podchodzi do stołu

 

Jaka różnica
Na czym polega różnica

 

Naturze nie zna odpowiedniości
Żadne zdanie nie oddaje w pełni myśli

 

Język, przyrodzone nam prawo & przekleństwo
Nie zwracaj uwagi na składnię imigranta

 

Poezja, zrodzona jako bestia,
Porusza się najlepiej, gdy jest wolna, nieprzyodziana

Imigranci nie potrafią pisać poezji, Wang Ping

 

Co robić, kiedy globalna pandemia staje na przeszkodzie wydarzeniu kulturalnemu za wiele milionów euro? Sytuacja ta przypomina nieco katastrofę Titanica. Jak tylko pasażerowie spostrzegli, że płyną wprost na olbrzymią górę lodową i dotarło do nich, że nie unikną zderzenia, wyższe klasy wskoczyły do szalup ratunkowych, każąc orkiestrze grać kołysanki, by zdążyć uciec, zanim pozostali usłyszą alarm.

 

Globalna pandemia koronawirusa w 2020 roku pod wieloma względami obnażyła podziały społeczne i kulturowe, o których mówiło się już od jakiegoś czasu. Bogaci szybko zapewnili sobie wsparcie finansowe, a biednych jak zawsze pozostawiono na pastwę losu, co stanowi kolejny dowód na niesprawiedliwość podziału globalnego kapitału.

 

W ciągu kilku tygodni cały świat pogrążył się w osobliwej bezczynności. Wprowadzono przymusową izolację społeczną, zamknięto wszystkie bary, nocne kluby, restauracje, parki. I tak, galerie i muzea też. Artyści, którym się poszczęściło ci z państw bezpieczeństwa socjalnego, jak Niemcy i Kanada mogli liczyć na wsparcie finansowe w okresie zamrożenia gospodarki. W Berlinie, po kilku tygodniach zastoju ekonomicznego, każdy twórca otrzymał pięć tysięcy euro w gotówce. Ci, do których los się nie uśmiechnął mieszkańcy krajów niezapewniających obywatelom pomocy musieli na własną rękę borykać się problemami finansowymi, utratą pracy, powszechnym unieważnianiem umów, opóźnieniami w wypłacaniu pensji i niemal całkowitym załamaniem gig ekonomii [gig economy].

 

Jednak podczas bezczynności zawsze dochodzi do nieuchronnej entropii.

 

Tak się złożyło, że w tym momencie znalazłem się na granicy Europy Środkowej, w Lublanie, na północno-zachodnim krańcu Półwyspu Bałkańskiego. Ostatnie kilka lat spędziłem w podróży, biorąc udział w licznych biennale i spisując pamiętniki wędrownego pracownika. Dlatego perspektywa bezczynności w Lublanie, choć niezwykle kusząca, wcale nie napawała mnie optymizmem. Jednak kiedy w ciągu kilku dni moje możliwości się skurczyły, z resztką oszczędności w kieszeni wyruszyłem do sąsiedniej Chorwacji, gdzie przyjaciółka zaproponowała mi schronienie w pustym domu letnim swojej rodziny. Jednym z ostatnich pociągów, jakie kursowały w Słowenii, dotarłem do Rijeki, gdzie redaktor Obiegu, Krzysztof Gutfrański, przywitał mnie z otwartymi ramionami i butelką wina. Zaraz po przyjeździe zorientowałem się, że sytuacja w mieście portowym jest zdecydowanie lepsza niż na wyspie Krk, gdzie mieścił się dom mojej przyjaciółki. Krzysztof był wtedy rezydentem w Muzeum Sztuki Nowożytnej i Współczesnej (MMSU) w Rijece w ramach programu o nazwie Risk Change, realizowanym pod czujnym okiem Mariny Tkalčić. Wyraziła ona zgodę, bym dzielił rezydencję z Krzysztofem i zaoferowała mi schronienie na następne trzy miesiące.

Rijeka w chorwackim oznacza rzekę. Pierwotnie miasto było rzymską osadą na północnym krańcu zatoki Kvarner na północnym Adriatyku, a w 2020 roku została Europejską Stolicą Kultury. To portowe miasto okres świetności przeżyło za czasów jugosłowiańskiego przywódcy Josipa Broza-Tity. Niegdyś szczyciło się tym, że łączy wschód z zachodem jako miejsce styku imperiów, silnie związane z dynastią Habsburgów, Austro-Węgrami i byłą Jugosławią. Jednak po tym, jak w obliczu pandemii państwa na całym świecie zamykały swoje podwoje, Rijeka w pierwszych miesiącach 2020 roku znalazła się na rozdrożu między zamrożeniem gospodarki i sprawowaniem miękkiej władzy kulturowej jako Europejska Stolica Kultury. Miasto podjęło ryzyko i uzależniło swój dalszy los od dochodów z turystyki.

 

Rijeka przez sześć lat zabiegała o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury pod hasłem Port różnorodności. W tym nadmorskim chorwackim mieście zaplanowano ponad dwieście pięćdziesiąt programów kulturalnych, na które złożyło się łącznie sześćset wydarzeń. Przeznaczono na nie siedemdziesiąt jeden milionów euro, oczekując zysków z turystyki. Osiemdziesiąt procent tej sumy zapewniły rozmaite organizacje rządowe. Dawną halę fabryczną przebudowano i zaadaptowano na potrzeby trzech instytucji kultury: Muzeum Miasta Rijeka, Biblioteki Miejskiej i centrum kultury dla dzieci Childrens House. Ich budowa dobiega końca. Budżet na infrastrukturę (czterdzieści cztery miliony euro) przewiduje także remont Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej, w którym podczas mojego pobytu pokazywano wystawę Davida Maljkovića With the Collection. W jej ramach wystawiono prace z kolekcji i archiwum muzeum, odsłaniając jego granice, a w konsekwencji rozmaite narracje, które zdominowały sztukę współczesną w Chorwacji od przedsocrealistycznych prac nawiązujących do sztuki ludowej po modernistyczną rzeźbę abstrakcyjną. Wystawa umożliwiała zatem zajrzenie pod podszewkę instytucji.

 

Jednak bezczynność, która ogarnęła Rijekę po wybuchu pandemii, nastręczyła wielu problemów kadrom kierowniczym. Kuratorzy i personel muzeum odczuli to boleśnie.

Jak twierdzi Emina Višnić, kierująca projektem Rijeka 2020, na początku roku organizatorzy zdecydowali się na przesunięcie wszystkich wydarzeń z poczucia odpowiedzialności wobec odbiorców, miejscowej ludności i gości z zagranicy. W swoim oświadczeniu wyjaśniła: Z powodu podejmowanych środków ostrożności, a także zważywszy na zagrożenia, jakie niesie ze sobą pandemia, postanowiliśmy przesunąć wszystkie imprezy do czasu, kiedy minie niebezpieczeństwo wywołane przez koronawirusa.

 

Ideę Europejskiej Stolicy Kultury zaproponowali w 1985 roku ministrowie kultury z Grecji i Francji, by zainicjować ogólnoeuropejski dialog kulturowy. Od tamtej pory tytuł ten funkcjonuje jako instrument miękkiej władzy kulturowej. Co roku przyznaje się go dwóm miastom, które złożyły wniosek uwzględniający możliwości infrastrukturalne, inwestycyjne i rozwojowe. W założeniu Unia Europejska przeznacza środki na inwestycje kulturalne, a każda ze stolic ma zebrać sama około osiemdziesięciu procent budżetu z publicznych i prywatnych środków. W pewnym sensie są to małe igrzyska olimpijskie kultury europejskiej, a kiedy wszystko idzie dobrze, miasta zyskują nową infrastrukturę, przyciągają turystów i gromadzą kapitał kulturowy na forum międzynarodowym. Kiedy jednak, jak w 2020 roku, pojawią się jakieś przeszkody, miasto musi liczyć się z dziurą w budżecie i trudnościami ekonomicznymi przez kolejne lata.

 

Ambitny program przedstawiony przez Rijekę jako Europejską Stolicę Kultury został w dużej mierze porzucony. Po tym, jak kraj zamknął granice, rada nadzorcza projektu zwolniła większość personelu. Choć miasto rozpoczęło trzeci etap odmrażania, odwołano zbliżające się imprezy masowe, a do Chorwacji mogą przyjeżdżać tylko turyści z sąsiednich krajów. Mimo to miasto nadal liczy na to, że uda się zrealizować okrojony program, chociaż niektórzy lokalni inwestorzy uważają, że prestiżowa europejska impreza nie spełni pokładanych w niej nadziei.

Jak twierdzi Daniela Urem, prezydent Chorwackiego Zrzeszenia Kulturalnego i wykładowczyni na wydziale sztuki i kultury Uniwersytetu w Rijece, tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nie przyniesie spodziewanych rezultatów. Jako dydaktyk i organizatorka programów artystycznych podjęła współpracę z lokalnymi artystami, by zaproponować alternatywę wobec tego gigantycznego wydarzenia kulturalnego. Oddolna inicjatywa o nazwie Rijeka Underground adresowana jest do mieszkańców miasta, którzy czują, że program Europejskiej Stolicy Kultury nie odpowiada na ich potrzeby kulturalne. Platforma Rijeka Underground powstała jako wynik spontanicznej reakcji większości artystów i mieszkańców Rijeki, których nie zaproszono do projektu Rijeka 2020, by reprezentowali nasze miasto, powiedziała Urem. Z punktu widzenia polityki kulturalnej, dostrzegłam wyjątkowy moment, w którym Rijeka, po otrzymaniu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w wyjątkowych okolicznościach, w okresie pandemii, zyskała szansę, by wprowadzić w tym projekcie innowacje na skalę europejską, troszcząc się o profesjonalizm na najwyższym poziomie i w ten sposób budując lepszą przyszłość.

 

Podczas mojego pobytu w Rijece Urem zorganizowała miedzy innymi wystawę w swoim obszernym mieszkaniu, zatytułowaną Scorpio Rising. Stanowiła ona efekt kolektywnej pracy mniej znanych artystów z Rijeki. Wzięli w niej udział: Lara Badurina, Vid Barić, Boris Burić, Petar Ðakulović, Antonio Kiselić Ledinsky, Igor Eškinja, Klas Grdić, Predrag Krajlević-Kralj, Dalibor Martinis, Mitar Matić, Zdravko Milić, Toni Meštrović, Goran Nemarnik-GUS, Igor Rukavina, Melita Sorola Staničić, Damir Stojnić, Jasna Šikanja, Goran Štimac, Roman Uranjek i Predrag Todorović. Wystawa, jak i cała platforma, okazały się niezwykle interesujące, bowiem zrodziły się z potrzeby zainicjowania dyskusji o tych sferach kultury, w których artyści spychani są na margines, choć jednocześnie wykorzystuje się ich do gentryfikacji i promocji miasta.

 

Podczas gdy ci, którzy uważali się za pominiętych przez Europejską Stolicę Kultury, organizowali alternatywny obieg kultury, inni kontynuowali realizację projektu, licząc na to, że sytuacja się unormuje.

W pewnym sensie wszyscy jedziemy na tym samym wózku, stwierdziła Ivana Meštrov, kuratorka Muzeum Sztuki Nowożytnej i Współczesnej. Pandemia obnażyła nasze słabości, ale solidarnie i odpowiedzialnie staramy się rozwiązywać wszystkie problemy, uwzględniając dotychczasowe umowy z artystami i zachowując świadomość wyjątkowych okoliczności i stojących przed nami wyzwań.

 

Tak oto zostałem w Rijece. Czekałem, czekałem i czekałem. Aż wreszcie, pod koniec maja, kiedy w Chorwacji zniesiono obostrzenia, mogłem wyjechać. Otworzono bary, kluby, restauracje, muzea i galerie. Ptaki zaczęły znów śpiewać, a ja nabrawszy wiatru w żagle postanowiłem udać się na wyprawę rowerową wzdłuż wybrzeża aż do Dubrownika. Jak wielu, którzy wyjechali i powrócili, bezczynność, którą zaznałem w Rijece, stała się lejtmotywem podróży, w której okazano mi gościnność i poznałem wieloznaczność statusu gościa.

 

Rijeka, marzec-maj 2020


Tłumaczenie z języka angielskiego: Matuesz Borowski

 

BIO

 

Dorian Batycka jest dziennikarzem, kuratorem, tułaczem i flaneurem. Koneser dank memów i tajemnic Starego Świata.

*Zdjęcie w tle: ostatni pociąg z Lublany do Rijeki. Dzięki uprzejmości autora.