Widocznie niewidzialni. Afrykańska diaspora w Polsce

Paweł Średziński

Afrykańska społeczność nie jest w Polsce liczna. Jej obecność w przestrzeni publicznej można uznać za symboliczną, chociaż ostatnia dekada przyniosła w tym zakresie pewne zmiany. O tym, jak jest postrzegana, decyduje nie tylko obraz Afryki i jej mieszkańców, ale i aktywność poszczególnych Afrykanów i Afrykanek, pojawiających się nie tylko w polskim życiu kulturalnym i mediach, ale również w polityce i sporcie.

 


 

Statystyki są nieubłagalne. Na próżno szukać mieszkańców części Afryki na południe od Sahary w pierwszych dziesiątkach spisu cudzoziemców. 51. pozycję w zestawieniu zajmują obywatele pochodzący z najludniejszego kraju kontynentu, Nigerii 816 osób. W pierwszej setce są jeszcze przybysze z RPA 273 osoby, Zimbabwe 252, Kamerunu 212, Kenii 161, Kongo 152, Angoli 120, Rwandy - 114, Ghany 102 i Etiopii 841. Nie wszyscy obywatele państw afrykańskich przebywają w Polsce na stałe. Wielu z nich jest tylko czasowo, np. w związku ze studiami. Nierzadko Polska jest przystankiem z konieczności, a nie z wyboru. Warto również zauważyć wśród przyjeżdzających widoczną przewagę mężczyzn nad kobietami.

 

Skala migracji z Afryki do Polski podyktowana jest również brakiem kolonialnych tradycji. Aspiracje państwa polskiego w tym względzie były słabe, a ono samo znajdowało się przez 123 lata w stanie kolonialnego uzależnienia od trzech zaborców2. W pewnym sensie niewola mogłaby stać się wspólnym doświadczeniem. Jednak ten wątek nie jest dostrzegany. Jednocześnie wciąż, pomimo braku rąk do pracy, Polska nie oferuje płacy na poziomie zamożnych państw Europy. Z pewnością jest to jeden z powodów postrzegania naszego kraju jako miejsca tranzytowego.

 

 

Stadionowa Afryka

 

Zmienia się charakter migracji do Polski. O ile jeszcze w czasach PRL kiedy odnotowaliśmy pierwszy widoczny napływ Afrykanów, w związku z socjalistyczną pomocą wyzwalającym się spod kolonializmu krajom Afryki i budową strefy wpływów dominowali studenci, to wraz z upadkiem żelaznej kurtyny pojawili się nie tylko afrykańscy sportowcy, ale i migranci ekonomiczni.

 

Tę ostatnią grupę sportretował Ify Nwamana, Nigeryjczyk, który w 2009 roku opublikował powieść Stadion. Diabelskie igrzyska. Opisał w niej nigeryjską społeczność trudniącą się handlem na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia. Już sam główny bohater, Mike, przyjeżdża w związku z fałszywym zaproszeniem jednego ze sportowych klubów. Zajmuje się handlem podróbkami, a kiedy pojawia się informacja o rychłym zamknięciu największego stołecznego targowiska, szuka innych sposobów na przetrwanie3. Po publikacji Nwamana doświadczył ostracyzmu w środowisku osób związanych ze stadionem. Pokazał bowiem Afrykanów z perspektywy trudnej codzienności, balansujących na granicy prawa.

Na przeciwnym biegunie pojawiła się inna powieść, również nigeryjskiego autora, o której nie było już tak głośno. Iyke Nnaka autor Black Factor skoncentrował się na przedstawieniu osób pochodzenia afrykańskiego jako ofiar rasistowskich uprzedzeń. Książka nie kreśli już, tak jak to ma miejsce u Nwamany, krytycznego obrazu własnej społeczności. Mamy tu zatem proces, który idealnie wpisuje się w narrację o niesłusznie wplątanych w przestępstwo, ale i happy end z uniewinnieniem oskarżonych, ofiar zorganizowanej grupy rasistowskiej4.

 

Obie powieści łączy nie tylko fakt, że są już dziś praktycznie zapomniane, ale i motyw ich napisania. Była nim próba opowiedzenia o sobie, a tym samym oswojenia polskiej rzeczywistości. Autorzy obu książek nie chcą się tłumaczyć z tego, że tu są, ale wyjaśniają dwa skrajne spojrzenia na obecność osób pochodzenia afrykańskiego w Polsce. Jak czytamy w artykule opublikowanym na łamach Gazety Wyborczej: Książka o stadionie to dla niego [Nwamany przyp. red.] dowód, że się tu ukorzenia. I choć nużą go pytania Polaków, dlaczego opisał tylko złych Afrykanów, cierpliwie wyjaśnia, że nie wszyscy są tacy i że absurdalny wydaje mu się zarzut, jakoby to on utwierdzał stereotyp złego imigranta. Jest przygotowany, że nadal się będzie tłumaczył. Już się przyzwyczaił, tak jak do innego powracającego pytania: czemu przyjechał do Polski?5

 

 

Podzielona Afryka

 

Kolor skóry nie wystarcza do zjednoczenia afrykańskiej społeczności w Polsce. W jej obrębie funkcjonuje szereg mikrospołeczności. Istotny jest podział na grupy francuskojęzyczne, anglojęzyczne i te z krajów języka portugalskiego. Kolejna klasyfikacja wiąże się z krajem pochodzenia i przynależnością do grupy etnicznej. Nigeryjczycy trzymają się razem, Somalijczycy nie są zainteresowani przebywaniem z Senegalczykami.

 

Afryka nie jest, wbrew upowszechnionym wyobrażeniom, kontynentem jednorodnym. Wyróżnia się niezwykłą różnorodnością kultur i tradycji, a także języków. Celowo napisałem wcześniej o Afryce subsaharyjskiej, ponieważ Afryka Północna próbuje odciąć się od identyfikacji z resztą kontynentu. Tunezja nie będzie promować się jako kraj afrykański, ale co najwyżej śródziemnomorski. Egipcjanie czy Tunezyjczycy nie czują się Afrykanami i deklarują raczej więź z kulturą arabską.

 

Gdy przygotowywałem pierwszą książkę poświęconą dziejom Afrykanów nad Wisłą, usłyszałem pytanie, na ile uprawnione jest nazywanie społeczności wywodzącej się z różnych stron Afryki diasporą? Może powinniśmy mówić raczej o diasporze senegalskiej lub nigeryjskiej? Jestem zwolennikiem poglądu, że z racji stosunkowo nielicznej obecności Afrykanów w Polsce sensowne wydaje się stosowanie nazwy ogólnej, przy czym termin ten nie obejmie wspomnianych obywateli państw Afryki Północnej, wyraźnie się dystansujących od czarnych Afrykanów.

 

Ma to oczywiście swoje wady, związane z konstruowaniem wspólnej tożsamości, która ma więcej wspólnego z politycznym manifestem panafrykanizmu niż afrykańską rzeczywistością. A ta ostatnia jest układanką różnych elementów, często niespójnych i ze sobą skonfliktowanych. Nie ma w tym nic niezwykłego, jeśli spojrzymy na mapę konfliktów chociażby w Europie. Jednak wciąż percepcja Afryki ma więcej wspólnego z pisarstwem Henryka Sienkiewicza niż z aktualnym stanem wiedzy.

 

 

Afrocepelia

 

Gdy pytamy w Polsce, z czym kojarzy się afrykańska muzyka, słyszymy, że z bębenkami. Gdy pada pytanie o sztukę, znów mamy skojarzenie ze sztuką ludową. W powszechnej świadomości kultura tego kontynentu tkwi zamknięta w folklorze niczym w kapsule czasu. Potwierdziły to kolejne badania opinii publicznej, przeprowadzone na zlecenie Fundacji Afryka Inaczej.

 

Kultura afrykańska? Nie wiem, jakieś tańce przy ognisku, podskoki z oszczepami. Ale tak żeby jakaś książka albo film, to absolutnie nic brzmiała jedna z odpowiedzi respondentów w 2010 roku. Inna osoba dopowiadała: Część coś robi z drewna, takie stworki z baobabów6. Skojarzenia z dobrym dzikusem pojawiały się również cztery lata później, w kolejnym badaniu. Wśród odpowiedzi na pytanie o skojarzenia z Afryką pojawiły się takie sformułowania jak przywiązanie do tradycji czy styl życia nieskażony wadami zachodniego świata7. Większość skojarzeń przypomina opisy dzienników misjonarzy i podróżników eksplorujących Afrykę w XVIII i XIX wieku.

 

Simon Njami, znany krytyk sztuki i kurator cyklu wystaw Africa Remix stwierdził, że sztuka afrykańska nie istnieje. Sztuka jest pojęciem uniwersalnym mówi Njami. Sztuka polska? Sztuka afrykańska? To tylko przymiotniki, których sztywno trzyma się słownik. Gra słów i pojęć. I tutaj Njami podaje przykład: Europejscy kolonizatorzy, którzy dotarli do wybrzeży Afryki, stwierdzili, że mieszkańcy tego kontynentu nie mają historii. Dlaczego? Bo nie zapisywali swoich dziejów, a w umysłach XV-wiecznych odkrywców nie mieścił się świat bez umiejętności ich archiwizowania. A przecież tożsamość historyczna mieszkańców Afryki wynikała z tradycji ustnej, skrzętnie zapisywanej w pamięci kolejnych pokoleń. Na Europejczyków-pisarzy spoglądali oni jak na dziwaków8.

 

 

Zasada trupokilometrów

 

Opuszczamy szkołę z niewielkim zasobem informacji na temat Afryki, ale naszej niewiedzy winien jest również sposób ich prezentacji w mediach. Mamy zatem zupełnie naturalne zjawisko braku zainteresowania Afryką, która jest daleko. Roboczo nazywam to zasadą trupokilometrów. Im coś jest dalej, tym mniej do nas stamtąd dociera, ponieważ dystans zabija zainteresowanie światem odległym od nas. Działa to w obie strony. Mieszkaniec Lagos nie interesuje się tym, co wydarzyło się w Warszawie. Wyjątek stanowią spektakularne katastrofy, zamachy i ludobójstwa, gdy ofiary liczone są w setkach, a najlepiej tysiącach. Wtedy część mieszkańców Polski dowie się o tym, że istnieje taki kraj jak Ruanda, a w nim Tutsi i Hutu.

 

W rezultacie polskie media i ich odbiorcy są skupieni przede wszystkim na tym, co jest blisko nas i tutaj najważniejszą rolę ambasadorów mają do odegrania ci członkowie afrykańskiej diaspory, którzy mieszkają między Odrą a Bugiem. Wśród nich prym wiodą ludzie mediów, piłkarze i politycy. A szczególnie ci ostatni. Mowa o dwóch posłach Johnie Godsonie i Kilionie Munyama. Jak trafnie zauważył Mamadou Diouf: To, że dwóch Afrykanów zasiadało w sejmowych ławach, w skali świata było na pewno czymś wyjątkowym. Nawet biorąc pod uwagę takie kraje, jak Wielka Brytania i Francja. Bo jeżeli ktoś z Afryki zasiada w tamtych parlamentach, to dlatego, że miał wsparcie stosunkowo licznej afrykańskiej diaspory. Natomiast tutaj, w Polsce, to było naprawdę unikatowe, bo Polacy, urodzeni w Polsce, głosowali na dwie osoby, które urodziły się na kontynencie afrykańskim. Może dla niektórych będzie to detal, ale moim zdaniem to było naprawdę coś9.

 

Sportowcy nie są już dziś tak oczywistymi kandydatami na pierwsze strony gazet. Trudno o godnego następcę Emmanuela Olisadebe, grającego w polskiej reprezentacji piłkarskiej. Jakkolwiek i w jego przypadku nie obyło się bez przykrych sytuacji, takich jak obrzucenie go bananami przez polskich kibiców. Zupełnie inaczej wygląda sprawa w przypadku ludzi mediów. Pojawienie się Patrycji Kazadi czy Omeny Mensah na wizji było stosunkowo ważnym wydarzeniem. Otwierała się przed nimi szansa na przedstawienie Afryki, kontynentu, z którego pochodzili ojcowie obu celebrytek. Mensah założyła nawet swoją fundację, która zajmuje się wsparciem budowy szkoły w Ghanie rodzinnym kraju jej ojca. Prezenterka poszła o krok dalej, wydając książkę pod znamiennym tytułem Gorzka czekolada10.

 

W ostatnich latach pojawił się jednak Afrykanin, o którym dowiedziały się miliony Polaków, a on sam przyciągnął na stadiony tysiące osób, deklarujących swoje przywiązanie do religii. Jest nim Ugandyjczyk, ojciec John Bashobora. Uznawany za uzdrowiciela, trafił na strony tabloidów. W tym przypadku bariery dzielące Polskę i Afrykę przestały istnieć. Jak zauważyły media, fenomen ojca Bashobory dotyczy wyłącznie polskiego społeczeństwa11. A zatem ta odległa i dzika Afryka, jak sobie wciąż wyobraża ten kontynent część Polaków, nie jest tak kulturowo odległa, jeśli weźmiemy pod uwagę aspekt religijny.

 

 

Afryka misjonarzy i pomocy humanitarnej

 

Przez ponad wiek głównym przekazicielem wiedzy o Afryce był Kościół katolicki i jego misjonarze. Trafiając na polskie parafie apelowali o wsparcie dzieła ewangelizacyjnego w Afryce i podkreślali trudy misjonarskiej pracy. Był to jednak wybiórczy obraz kontynentu afrykańskiego. Ten trend zdaje się dziś w Europie odwracać. Duchownymi pełniącymi posługę w europejskich parafiach stają się obywatele państw jeszcze niedawno misyjnych. Kilku duchownych z Afryki pojawiło się także w polskich kościołach.

 

Także trzeci sektor, wołający o wsparcie finansowe, siłą rzeczy skupia się na problemach Afryki. Wszystkie biedy tego kontynentu są atrakcyjne fundraisingowo. I temu jest podporządkowany sposób portretowania Afryki. Słynnym przykładem może być akcja kopania studni w tych regionach, gdzie jest dostęp do wody. Stąd przeglądając wyniki badań opinii publicznej nie należy się dziwić, że respondenci wskazują na brak wody jako jedno z głównych skojarzeń z kontynentem. Organizacje pozarządowe nie tłumaczą już opinii publicznej, że problem dotyczy określonego miejsca w Afryce12.

 

Z tym obrazem musi poradzić sobie afrykańska diaspora w Polsce. Już na starcie nie ma łatwo. Nie dość, że dzicy, niedawno ochrzczeni, to jeszcze pozbawieni wody, mordujący się nawzajem i roznoszący zakaźne choroby. W oczach wielu respondentów Afrykanie nie mają kultury, a przynajmniej ich kultura jest raczej typowa dla ludów pierwotnych. Polska kultura jest zatem lepsza. Zjawisko to, które można nazwać rasizmem kulturowym, wciąż jest obecne w myśleniu polskiego społeczeństwa. O tym, aby respondenci wymienili noblistów z Afryki, można tylko pomarzyć. Czasami ktoś wymieni Nelsona Mandelę, najczęściej przywołując jedynie nazwisko13.

 

 

Rozproszeni

 

Afrykańska społeczność w Polsce wciąż się formuje. Osoby pochodzenia afrykańskiego nie tworzą własnych dzielnic i osiedli. Żyją między obywatelami Polski. Czynnik ten determinuje możliwy model integracji. Wiele jednak zależy od jednostki i jej odporności na sytuacje trudne, które osobom o innym kolorze skóry wciąż przytrafiają się w Polsce. Jednocześnie część osób pochodzących z Afryki nie uczy się języka polskiego, co może wynikać z tymczasowości pobytu. Znajomość mowy społeczeństwa, w którym mieszkamy staje się kluczowa, co zauważa Mamadou Diouf. Nad Wisłę nie trafiają już wyłącznie kandydaci na studia. Wśród przybyszów są również osoby z analfabetyzmem. Szczególnie ta grupa staje się narażona na gettoizację i życie w kulturowym podziemiu.

 

Mimo to Polska jest wciąż krajem, w którym rozproszenie migrantów jest faktem, zaś zjawisko migracji z Afryki nie jest tak widoczne jak w zamożnych krajach Europy. To z pewnością stwarza szansę na wykreowanie się afrykańskiej diaspory.  Warto zwrócić jeszcze uwagę na powstawanie nowej tożsamości, nazwijmy ją afropolską. Dobrym przykładem jest znów Mamadou Diouf muzyk występujący ze znanymi zespołami, dziennikarz radiowy i animator kultury. Jak sam podkreśla, kulturowo czuje się Polakiem. Poznał kraj, w którym spędził większość swojego życia, ucząc się jego języka, zwyczajów i historii. Nie oznacza to jednak, jak sam mówi, że jest cukrem rozpuszczonym w herbacie. Czuje się częścią polskiego społeczeństwa, nie zapominając o własnych senegalskich korzeniach. Te równolegle egzystujące tożsamości Dioufa sprawiają, że stał się jednym z najaktywniejszych ambasadorów afrykańskiej diaspory w Polsce.

Polsko, mieszkamy tutaj

 

Afrykanie podejmują próby pokazania swojej obecności za pomocą książek, działalności muzycznej i kulturalnej. Dążą również do nawiązywania dialogu międzykulturowego. Jednym z takich projektów było wspólne granie Sylwestra Kozera z Kapeli Czerniakowskiej, senegalskich muzyków Mamadou Dioufa i Pako Sarra oraz Kapeli Wileńskiej. Efektem był wspólny koncert w Wilnie i nagranie piosenki Mama Africa i Matka Litwa. To muzyczne spotkanie sprawiło, że Polacy z Wileńszczyzny, żyjący w warunkach niesprzyjających okazywaniu swojej tożsamości, poznali Afrykanów, którzy mieli okazję dowiedzieć się o problemach polskiej społeczności w państwie litewskim. Takie nieoczywiste spotkania stanowią jedną z najlepszych okazji do dialogu i lepszego poznania.

 

Są jednak i inne oblicza afrykańskiej diaspory. Tworzą ją bardzo różni ludzie jedni będą studiować, zrobią karierę, inni trafią do Polski pozbawieni finansowego wsparcia i szybko zasilą szeregi osób balansujących na granicy prawa. Sam doświadczyłem takiej sytuacji. Kilkanaście lat temu skontaktowała się ze mną polska służba graniczna, ponieważ do Polski próbowała wjechać grupa osób, które sfabrykowały zaproszenie i prawdopodobnie mój podpis.  Zachowanie jednostki przekłada się na obraz całej społeczności, co przypomina niemiecki mit o polskim złodzieju samochodów. Za każdy przypadek nagannego zachowania pojedynczej osoby zapłacą pozostali. Pytanie na ile okaże się dojrzałe i jak wiele zrozumienia wykaże społeczeństwo przyjmujące migrantów.

 

Afrykańska społeczność nie jest liczna i nic nie wskazuje na to, że czeka nas gwałtowny napływ osób pochodzenia afrykańskiego. Nie wynika to z działania polskich władz, ale z niskiej atrakcyjności i położenia geograficznego Polski. Wiele zależeć będzie od reakcji gospodarza. Cenne stają się inicjatywy poszukiwania śladów osób pochodzenia afrykańskiego podejmowane również przez Polaków. W ten sposób udało się odnaleźć i ocalić od zapomnienia Agboolę Browna, nigeryjskiego uczestnika Powstania Warszawskiego14 i Mokpopko Draviego, odtwórcę roli Jumbo w Cafe pod Minogą15, a także upamiętnić Sama Sandiego, walczącego w wojnie polsko-bolszewickiej, który zamieszkał w Wielkopolsce16. Dziś chociaż na ulicach dużych miast widok osoby o czarnym kolorze skóry już nie dziwi, to wciąż Afrykanie i coraz liczniejsze Afrykanki, są widocznie niewidzialni.

 


 

BIO

 

Paweł Średziński  doktor nauk humanistycznych, z wykształcenia historyk, dziennikarz i politolog. Od lat zajmuje się tematyką afrykańską oraz ekologiczną. Laureat Stołka Roku Gazety Wyborczej. Autor licznych publikacji poświęconych Afryce. Współzałożyciel serwisu Afryka.org i Fundacji Afryka Inaczej. Alumn amerykańskiego Departamentu Stanu w ramach International Vistior Leadership Program (IVLP). Stały współpracownik Nowej Konfederacji i redaktor Afryka.org. Publikował również na łamach kwartalnika Więź, Gazety Wyborczej i OKO.PRESS.

* Zdjęcie w tle: z archiwum fundacji "Afryka Inaczej".

[1] Statystyki dotyczące migrantów w Polsce, dane za rok 2019, https://migracje.gov.pl/statystyki/zakres/polska/typ/dokumenty/widok/tabele/rok/2019/, dostęp: 1 XII 2019.

[2] Paweł Średziński, Polska też była kolonią [w:] Czy Afryka jest krajem?, Warszawa 2011, s. 39-42.

[3] Ify Nwamana, Stadion. Diabelskie igrzyska, Warszawa 2009.

[4] Iyke Nnaka, Black Factor, Częstochowa 2010.

[5] Nie jestem złym Mikiem, Gazeta Wyborcza, 6 V 2009, https://wyborcza.pl/1,76842,6575779,Nie_jestem_zlym_Mikiem.html, dostęp: 1 XII 2019.

[6] Badanie opinii publicznej na rzecz integracji obywateli państw afrykańskich w Polsce, Warszawa 2010, s. 11-12.

[7] Badanie opinii publicznej na temat integracji obywateli państw afrykańskich w Polsce, Warszawa 2015, s. 24.

[8] Paweł Średziński, Czy istnieje sztuka afrykańska?, afryka.org, 24.02.2006, http://afryka.org/czy-istnieje-sztuka-afrykanska/, dostęp: 1 XII 2019.

[9] Kulturowo jestem Polakiem. Wywiad z Mamadou Dioufem, Nowa Konfederacja, 8 V 2019, https://nowakonfederacja.pl/kulturowo-jestem-polakiem/, dostęp: 1 XII 2019.

[10] Paweł Średziński, Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach. Raport z monitoringu polskich mediów, Warszawa 2016, s. 9-14.

[11] Paweł Średziński, Afryka i jej..., dz. cyt., s. 21-22.

[12] Paweł Średziński, Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach, Warszawa 2011, s. 12-14.

[13] Badanie opinii publicznej..., dz. cyt., s. 11-13.

[14] Afryka w Warszawie. Dzieje afrykańskiej diaspory nad Wisłą, Warszawa 2010.

[15] Paweł Średziński, Mokpokpo Dravi historia prawdziwa, Warszawa 2015.

[16] Aleksander Przybylski, Sam nie taki sam, Afryka.org, 27 VI 2018, http://afryka.org/sam-nie-taki-sam/, dostęp: 1 XII 2019.