Kiedy Ziemianie stają się Ziemią

Monika Bakke

Świadomość przynależności do materialnej, planetarnej wspólnoty, wydaje się oczywistym i koniecznym warunkiem podejmowania przez nas, ludzi, skutecznych działań przeciw postępującej dewastacji Ziemi. I choć obecnie jest już jasne, że wszyscy Ziemianie, uczestnicząc wspólnie w procesach przepływu materii i energii, stają się Ziemią, to jednak utrwalane przez wielki antropocentryczne postawy wyłączające ludzi z tej wspólnoty ciągle nie mogą ostatecznie odejść do lamusa. W tych okolicznościach warto więc dogłębnie przemyśleć splątane ze sobą planetarne procesy stawania-się-Ziemianami oraz stawania-się-Ziemią. Pierwszy z nich obejmuje materię ożywioną w postaci rozmaitych istot ziemskich Ziemian. Drugi natomiast ma zasięg znacznie szerszy, gdyż dotyczy zarówno Ziemian, jak i materii nieożywionej, czyli kamieni, piasku, mułu, pyłu, ale także takich antropogenicznych substancji, jak np. tworzywa sztuczne. Procesy te, oba o charakterze planetarnym, ujawniają współ-wyłanianie się ludzi z innymi gatunkami biologicznymi i mineralnymi podlegającymi rozmaitym wpływom środowiska. I tak, [j]edność życia jak pisze Elizabeth Grosz nie jest końcem, ostateczną harmonią lub spójnością, ale początkiem, impetem, który życie współdzieli ze sferą chemiczną, od której się odróżnia, niosąc ją jednak ze sobą jako dziedziczony zasób[1]. Co więcej, ewolucja życia i ewolucja planety, jako historia naturalna, splatają się w jedno z historią społeczną, co wyznacza kontekst nie tylko biologiczny traktowany w kategoriach życia (bios, zoe) i śmierci (thanatos) ale także geologiczny (geos), włączający komponentę mineralną czyli nieożywione (nonlife).

 

Skala planetarna otwiera zatem perspektywę, w której czas głęboki (geologiczny) powiązany jest z czasem gatunkowym ewolucyjnym oraz czasem indywidualnym, obejmującym zarówno ludzi, jak i nie-ludzi. Zauważa to geografka Kathryn Yusoff, która pisząc o geologicznym zwrocie obserwowanym obecnie w humanistyce i działaniach artystycznych, twierdzi, że dziś serio traktujemy nie tylko nasze biologiczne (lub biopolityczne) życie, ale także nasze życie geologiczne (lub geopolityczne) i jego różnicujące się formy[2]. Podobnie wypowiada się antropolożka Elizabeth A. Povinell, która w geście odwrotu od dominujących dyskursów biopolityki i biowładzy proponuje pojęcia takie jak geontologiageontowładza, mające wprowadzić do zachodniej ontologii również to, co nieożywione (geos). Autorka nie sugeruje jednak, jakoby geontowładza miała być czymś nowym. Przekonuje natomiast, że rozróżnienie na to, co żywe i nieożywione jako aktywne i pasywne leży u podstaw rozmaitych form władzy, w tym biowładzy, i obecnie jest na różne sposoby destabilizowane. Chcąc poszerzyć zachodnią ontologię wyraźnie zdominowaną przez Życie i pragnienie Życia[3], Povinelli w książce Geontologies: A Requiem to Late Liberalism poszukuje wyjścia poza dominujący dyskurs biopolityki i nekropolityki. Różnica między Życiem i Nieożywionym (Nonlife) jak twierdzi autorka stanowi podstawę zachodnich ontologii, będących w istocie zamaskowanymi biontologiami. A jednak, ta fundamentalna różnica nie robi różnicy, czego dowodem jest np. wirus, mający zdolność ignorowania dychotomii Żywe/Nieożywione. Dostosowując się do warunków otoczenia, wirus replikuje się lub przeczekuje, tym samym dezorientuje i niweluje różnicę między życiem i nieożywionym, jednocześnie ostrożnie wykorzystując najdrobniejsze aspekty ich rozróżnienia[4].

 

 

Ziemianie wszystkich gatunków, łączcie się!

 

Ziemianie to wszystkie formy życia organicznego, jakie znamy. Pochodząc od wspólnych przodków, są one nie tylko ze sobą spokrewnione, ale łączy je także cielesna materialność wspólna dla wszystkich uczestników procesów metabolicznych. Przekonania zakładające hierarchiczność bytów, wywodzące się od Platona i Arystotelesa, a następnie podtrzymywane i rozwijane w wiekach średnich i odzwierciedlone w koncepcji wielkiego łańcucha bytu, dominującej aż do czasów Karola Darwina, marginalizowały gatunki mineralne jako istniejące najniżej w drabinie jestestw. Teoria ewolucji natomiast wyłoniła się w obliczu rozdzielenia się przedmiotu badań biologii i geologii. Ten sposób organizowania wiedzy znalazł swoje odzwierciedlenie w muzeach historii naturalnej, w których minerały zwykle prezentowano w osobnych galeriach, jako materię z zasady pasywną, nie podlegającą przemianom. Sytuacja ta obecnie ulega zmianie i liczne muzea historii naturalnej proponują nowe formy ekspozycji minerałów. Współcześnie konieczność poszerzenia perspektywy o gatunki mineralne staje się oczywistością, szczególnie gdy pod uwagę weźmiemy całą planetę jako ekosystem, z jej cyklami biochemicznymi, czyli obiegiem pierwiastków i związków chemicznych, np. węgla, tlenu, azotu, fosforu czy wody. Cykle te często łączą ze sobą gatunki dawno już wymarłe i obecnie żyjące, a także do pewnego stopnia te, które mają dopiero nadejść. Wszystkie procesy przepływu materii i energii w rozmaitych skalach wyznaczają perspektywę wspólnotową, gdyż Ziemianie będący żywymi istotami zamieszkującymi Ziemię, a także sama ziemska materia, czyli gatunki mineralne, mają charakter wspólnoty metabolicznej.

Antropogeniczna Planeta: życie i nieśmiertelność

 

Plastik najbardziej prominentny spośród antropogenicznych substancji nie tylko wnika w ciała organizmów, które tym samym współtworzy w procesie stawania-się-Ziemianami, ale także łączy się z geologiczną warstwą planety w procesie stawania-się-Ziemią. Ten ostatni najwyraźniej przejawia się w plastiglomeracie, czyli skalnym (nowo)tworze będącym połączeniem plastiku, skał wulkanicznych, szkieletów koralowców oraz muszli[5]. Plastiglomerat, którą to nazwę zaproponowali geolożka Patricia Corcoran, oceanograf Charles J. Moore i artysta Kelly Jazvac, po raz pierwszy został znaleziony i rozpoznany[6] na plaży Kamilo, znajdującej się na największej spośród hawajskich wysp (Big Island). Plaża ta znana jest z ogromnego skupiska śmieci, docierających tu zewsząd, ze względu na prądy morskie i silne fale. Pierwotnie uważano, że ludzie nie mają nic wspólnego z samym procesem powstawania nowego konglomeratu, będącego jakoby efektem zalania rozmaitych komponentów gorącą lawą. Obecnie jednak wiadomo, że plastiglomerat tworzą nie wulkany, ale ludzie, którzy na zanieczyszczonych plażach spalają plastikowe odpady lub palą ogniska z użyciem plastiku. Plastiglomerat nie jest więc tworem lokalnym, o zasięgu występowania ograniczonym do obszarów aktywnych wulkanicznie, ale można go znaleźć w wielu miejscach na całym świecie.

 

Procesualnie i materialnie związany z ludzką działalnością, staje się on jednym z najbardziej charakterystycznych materiałów obecnej epoki antropocenu. Przewiduje się, że plastiglomerat może przetrwać jeszcze dłużej niż sam plastik jako skamieniałość przyszłości, zwłaszcza jeśli nie będzie narażony na działanie promieni słonecznych, zanurzony głęboko w oceanie lub zakopany w ziemi. Materialność samego plastiku musi być postrzegana w kategoriach planetarnych nie tylko przestrzennie, ze względu na powszechność występowania, ale też czasowo, ze względu na perspektywę geologicznego trwania, czyli głębokiego czasu. Produkowany z ropy naftowej, plastik sięga bowiem w głęboką przeszłość Ziemi po ciała dawno wymarłych Ziemian, a żywotnością i niezniszczalnością swoich mikrocząsteczek wybiega w ich głęboką przyszłość. Plastiku boimy się więc głównie dlatego, że nie umiera, i jak podkreśla Heather Davis, w znacznym stopniu wpływa na środowisko, natomiast środowisko w małym stopniu wpływa na niego. Plastik jest finalnym materiałem tempofagii, czyli zjadania czasu, gdyż konsumuje skompresowane ciała pradawnych roślin i zwierząt co następowało w procesie trwającym tysiące lat po to tylko, by teraz zmienić się w opakowanie jednorazowego użytku[7]. Krótkie życie i długie umieranie, albo raczej długie życie po życiu, wynika z zastosowania plastiku do produkcji opakowań i innych przedmiotów jednorazowego użytku. Obecnie staje się coraz bardziej oczywiste, że plastikowy problem, który stworzył nasz gatunek, rozwiązać możemy tylko wspólnie z innymi gatunkami bakterii, pierwotniaków, grzybów, glonów, owadów zdolnymi do przeprowadzania biodegradacji, czyli biochemicznego rozkładu związków organicznych na związki proste. Siła tych organizmów rośnie wraz z wypiętrzaniem się plastikowych gór i terytorialnym rozszerzaniem Wysp Śmieciowych.

                                                                                                  

 

Ziemia bez Ziemian? Ziemianie bez Ziemi?

Wobec niepohamowanej dewastacji planety Donna Haraway postuluje przyjęcie postawy pozostania z problemami[8], które przecież sami generujemy. Ta postawa ma być alternatywą dla technoentuzjazmu z jednej strony i katastrofizmu z drugiej. Oba te stanowiska są bardzo groźne, gdyż w istocie promują odwrócenie się od narastających problemów ekologicznych i lekceważą możliwość podejmowania świadomych i skutecznych działań na rzecz planety właśnie tu i teraz, przez każdego jej ludzkiego mieszkańca. Technoentuzjaści sugerują bowiem, że dopiero w przyszłości znajdziemy rozwiązania problemów, z którymi obecnie się borykamy, co w istocie oznacza, że możemy po prostu czekać na nadejście zbawiennego rozwiązania. Jednym z nich miałoby być zasiedlenie innych planet, czyli opuszczenie Ziemi w trybie awaryjnym, wobec nieodwracalnych zniszczeń dokonanych na nie-ludzkich Ziemianach. W takim scenariuszu niektórzy Ziemianie, czy to celowo zabrani przez ludzi, czy też jako pasażerowie na gapę, mieliby kontynuować życie w kosmosie już bez materialnej łączności z Ziemią.

Katastrofizm ekologiczny zakłada natomiast, że jest już za późno, by zrobić cokolwiek, a zatem postuluje życie jak dotychczas w oczekiwaniu na ostateczną zagładę potępienie, które nieuchronnie ma nadejść. Nas samych najbardziej przeraża, ale i fascynuje, ewentualna zagłada  naszego gatunku, mogąca przebiegać według rozmaitych scenariuszy, z których jeden wiąże się z plastikiem. Penetrując również ludzkie ciała i upośledzając funkcje rozrodcze, plastik sam zdaje się zajmować miejsce ewentualnego, biologicznego potomstwa ludzi i innych zwierząt. Potwierdza to Davis, która mając na uwadze antropogentyczny charakter plastiku, zapytuje o to, [j]akim rodzajem potomstwa jest plastik?. Jedna z możliwych odpowiedzi brzmi, że eliminując ludzkie, biologiczne potomstwo, plastik paradoksalnie ma właśnie szansę na uratowanie planety przed nami samymi. Rosnąca ludzka populacja eskaluje ilość plastiku, dewastując środowiska i uniemożliwiając przetrwanie wielu innym gatunkom. Wraz plastikiem nadchodzi nowy, inny układ sił nowa sieć metabolicznych powiązań i terytorialnych wpływów tworzący się w dużej mierze poza nami i bez nas jako głównych aktorów.

 

Obojętność wobec zniszczeń i krzywd wynikająca z technoentuzjazmu i katastrofizmu jest równoznaczna z wyborem doraźnej wygody, a w istocie gatunkowego szowinizmu, gdyż jak sugeruje Haraway, szczególnie teraz ważne jest wypracowanie właściwej postawy wspierającej wspólnotowe myślenie i działanie. Bycie blisko problemów wspólnych dla ludzkich i nieludzkich Ziemian oznacza bowiem właściwe ich rozpoznanie i stwarza szansę na ich rozwiązywanie na każdym poziomie i przez każdego. Zidentyfikowanie się ze wszystkimi Ziemianami i Ziemią stanowi więc dla naszego gatunku niezbywalny warunek lepszego rozumienia problemów planetarnych, czyli swoich własnych.

 

 

BIO

Monika Bakke, dr hab. prof. UAM, pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się sztuką i estetyką w perspektywie posthumanistycznej, transgatunkowej i genderowej. Autorka książek: Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu (2010), Ciało otwarte  (2000), współautorka Pleroma: Art in search of fullness  (1998), redaktorka Estetyki australijskich Aborygenów (2004), Going Aerial: Air, Art, Architecture  (2006) oraz The Life of Air: Dwelling, Communicating, Manipulating (2011). Redaktorka Czasu Kultury (20012017).

*Zdjęcie w tle: Nicoleta Moise. Dzięki uprzejmości artystki. Zobacz: https://en.wikipedia.org/wiki/Cat's_cradle

[1] Elizabeth Grosz, Becoming Undone. Darwinian Reflections on Life, Politics, and Art, Duke University Press, Durham 2011, s. 33.

[2] Kathryn Yusoff, Geologic Life. Prehistory, Climate, Futures in the Anthropocene, Environment and Planning, vol. 31, 2013, s. 779.

[3] Elizabeth A. Povinelli, Geontologies: A Requiem to Late Liberalism, Duke University Press, Durkham, Londyn 2016.

[4] Tamże, s. 19.

[5] Patricia L. Corcoran, Charles J. Moore, Kelly Jazvac, An Anthropogenic Marker Horizon in the Future Rock Record, The Geological Society of America Today, vol. 24 (6), czerwiec 2014. Dostęp online: http://www.geosociety.org/gsatoday/archive/24/6/article/i1052-5173-24-6-4.htm

[6] Wystawiony jako nowa formacja geologiczna po raz pierwszy w Muzeum Historii Naturalnej Uniwersytetu Yale, zob: http://peabody.yale.edu/exhibits/plasti-what-plastiglomerate

[7] Heather Davis, Toxic Progeny: The Plastisphere and Other Queer Futures, philoSOPHIA. A Journal of Continental Feminism, vol. 5.2, lato 2015, s. 234.

[8] Donna J. Haraway, Staying with the Trouble. Making Kin in the Chthulucene, Duke University Press, Durham, Londyn 2016.