Zapowiedzi

Obieg nr 6: Biocentryzm czy geofagia? (tytuł roboczy)

Ludzka egzystencja do pewnego stopnia była zawsze rozumiana jako rezultat regeneracyjnych właściwości świata naturalnego. I jakkolwiek ludzkie życie, z jego kruchością i krótkotrwałością, w krajach rozwiniętych postrzegane jest w dużej mierze poprzez pryzmat jednostki i jej indywidualnej kondycji, to zbiorową siłę oddziaływania ludzkości na środowisko trudno jest jednak przecenić. Szczególnie, że w pewnym momencie rozwój i skutki kapitalistycznej ekonomii zaczęły sprzyjać ignorowaniu tej zbiorowej sprawczości. Był to pierwszy krok w kierunku szybko postępującej transformacji czy raczej terra-deformacji środowiska. Jak celnie ujął to George Perec, Ziemia stała się formą pisma, geografią w której przestaliśmy rozpoznawać własne autorstwo.

Od szesnastego wieku Nowy Świat (a szczególnie Ameryka Południowa) stał się tropikalnym El Dorado zachodniej wyobraźni. Ignorując prawa rdzennych mieszkańców, kolonizatorzy naturalizowali nietknięty w ich mniemaniu krajobraz. W tym prostym rozumieniu, rośliny, zasoby, ciała i kultury jego mieszkańców tylko czekały żeby być skonsumowanym na rozmaite sposoby. Większość praktyk, zwyczajów i wiedzy będących w sprzeczności z logiką akumulacji kapitału traciło swoją rację bytu.

Taką niemal dziś wymarłą formą rdzennej wyobraźni była praktyka wynikająca ze ścisłej relacji wobec otoczenia, zarówno ludzi, jak i zwierząt w różnych częściach globu. Geofagia, albo konsumpcja jadalnej glinki - kaolinu, pomagała częściowo m.in. w absorbowaniu toksyn z uprawianych i znajdowanych roślin. Zwyczaj ten nie został stłumiony całkowicie, choć obecnie przesunął się bardziej w stronę medycznych patologii. Kiedy w delcie Orinoko czy w trakcie transportu niewolników przez Atlantyk, koloniści obserwowali tego typu praktyki po raz pierwszy, interpretowali je jako wyraźny "objaw" chronicznego zacofania i kolejne za prawomocnością zachodniej wizji natury.

Współcześnie geofagia przejawia się poprzez nienasycony apetyt krajów rozwiniętych na surowce, terradeformacją globalnego Południa i wszystkimi jej negatywnymi kosztami społecznymi. W skali globu zaś - trudnymi do przeoczenia zmianami klimatycznymi. Obecnie wciąż ogromne obszary na świecie podlegają terradeformacji, akulturacji i przekroczeniom, zgodnie z kapitalistycznym rozumieniem natury jako zbioru zasobów do wyeksploatowania w imię zysku, w jak największym możliwie stopniu, najszybszym tempie i jak najmniejszym kosztem.

Nowy numer Obiegu problematyzuje przypadki skutków i reakcji wobec konsumpcji zasobów naturalnych w Ameryce Południowej i szuka analogicznych wątków - szczególnie w wymianie artystycznej pomiędzy tym kontynentem a Europą Centralną. Roboczy tytuł numeru odwołuje się do wypowiedzi Alberto Acosty Espinosy, pisarza i polityka oraz (ówczesnego) prezesa Ekwadorskiego Zgromadzenia Konstytucyjnego, które w 2008 roku ratyfikowało Konstytucję uznaje po raz pierwszy na świecie prawa naturze. Konstytucja ekwadorska przyznała naturze obowiązek opieki, ochronęnaprawę, uznając tym samym rzecz fundamentalną: równe prawo współistnienia materii ożywionej i nieożywionej1. Z prawnego punktu widzenia był to koniec prac wydobywczych na całym obszarze kraju.

Elementem unifikującym nowoczesność Konstytucji Ekwadoru i poprzedzających ją ruchów równościowych czy analogicznych działań w Boliwii oraz w Kostaryce, było włączenie do myślenia o naturze perspektywy rdzennych mieszkańców Keczua. Uwzględnia ona szacunek dla Natury - Pachamama - czyli Matki Ziemi, respektowanie dobrostanu życia w zgodzie z naturą czy też sumak kawsay (j. Kichawa / Buen Vivir po hiszpańsku), odnoszącymi się do współistnienia jednostek z otaczającym je środowiskiem w formie harmonijnego społecznego i kulturowego rozwoju. Podkreślenie tego podejścia jest bazowym przywróceniem dokonań kultur eksploatowanych podbojem, kolonizacją i okresami republikańskimi. Acosta określił ten kierunek mianem biocentrycznego socjalizmu. Wszystko jest tu ze sobą połączone - wspólnota jest wspólnotą wszystkich dla wszystkich - równego współistnienia ludzi i natury.

Prawa natury są bezsprzecznie biocentryczne z samej definicji, choć takie ich postrzeganie może nie do końca pasować do logiki tradycyjnego socjalizmu, który jest mniej antropocentryczny niż kapitalizm, ale wciąż nastawiony przede wszystkim na społeczności ludzkie. Po zniesieniu niewolnictwa w 2 połowie XIX wieku fabryki stanowiły stosunkowo mały procent na kontynencie, a jedynymi robotnikami kwalifikującymi się do miana proletariatu po zniesieniu niewolnictwa byli pracownicy branży naftowej (np. w Ekwadorze), kopalnianej (w Brazylii, Chile, itd.) - mający wysokie pensje. Dążenie do sprawiedliwości społecznej tamtejszej lewicy sprawiło, że to Indígenas zaistnieli jako ruch wiejskich robotników -  campesinos, w tamtym czasie nie tworzących żadnych formalnych ruchów, ale głęboko poświęconych Matce Ziemi. Ten kontekst wyjaśnia dlaczego to właśnie w Ekwadorze podjęto pierwszy krok prawny w kierunku radykalnej zmiany nastawienia w stosunku do wykraczającej poza granice narodowe natury.

Biorąc jako punkt wyjścia progresywne rozwiązania w Ekwadorze, Boliwii czy Kostaryce, nr 6 Obiegu przygląda się możliwym implikacjom biocentrycznego socjalizmu, zadaje pytania o związki między historią terradeformacji na kontynencie a praktykami sztuki współczesnej i kulturą wizualną. Pyta o to w jaki sposób 'produkcja obrazów' w Ameryce Łacińskiej dokumentuje, komentuje i spiera się z wciąż nienasyconym głodem surowców, poszukując nowych perspektyw artystycznych, spekulacyjnych sposobów rozumienia czy społecznie zaangażowanych taktyk wobec wizji i rewitalizacji środowiska w obliczu skutków katastrof naturalnych.

Listę autorów zaprezentujemy niebawem.

Współpraca

Jeśli mają Państwo teksty czy eseje wizualne wpisujące się w profil Obiegu lub chcą napisać polemikę czy komentarz do tekstu  - prosimy o kontakt z redakcją. Jednocześnie informujemy, iż redakcja zastrzega sobie prawo do decyzji o publikacji.

obieg@u-jazdowski.pl