Nuerotic girl

Zofia Krawiec

Pod koniec lipca 2016 roku założyłam konto na Instagramie. Wybrałam Instagram, ponieważ był dostępny i darmowy, a w tamtym czasie zależało mi, żeby publikować moje prace, przemyślenia czy fotografie najszybciej, jak to możliwe. Serwis, który powstał, by umożliwić codzienne dzielenie się zdjęciami i komentowanie ich, pozwolił mi połączyć praktyki czerpiące z performansu z działaniami z pogranicza literatury.
 



Konstruując swoją wirtualną tożsamość, chciałam nawiązać dialog z dziewczynami po drugiej stronie ekranu, mieszkającymi na terenie całej Polski. Zależało mi na tym, by docierać także do osób, które nie interesują się sztuką współczesną. Chciałam zawirusowywać internet feministycznymi teoriami, z którymi się utożsamiam, łącząc je z własnym intymnym doświadczeniem i osobistymi przemyśleniami. Wybrałam sobie nazwę Nuerotic Girl, której przymiotnik powstał z połączenia trzech słów: Neurotic New Erotic.

Zależało mi na tym, by przenieść na polski grunt dyskusję dotyczącą zjawiska selfie-feminizmu i związanej z nim teorii. Ta ostatnia dostarcza narzędzi do opisania procesu, w którym młode kobiety używają nowych mediów jako instrumentów w walce o swoją podmiotowość. Robią sobie samym zdjęcia i opowiadają swoje historie, publikując je w internecie. Dzięki sieci dziewczyny są widoczne na własnych zasadach. Przejmują kontrolę nad sposobem, w jaki są reprezentowane w mediach i w sztuce, zyskując możliwość pokazania własnej, odmiennej perspektywy. Widzialność staje się ich siłą. Instagram to proces. Ciągłe wrzucanie nowych zdjęć. Inaczej niż w tradycyjnych, skończonych dziełach, budowany za jego pomocą wizerunek nigdy nie jest kompletny. Ważniejszy staje się więc proces jego przepisywania (budowa, negacja, budowa na nowo).

Jedną z głównych strategii selfie-feminizmu jest autoanaliza. Badanie swojego przypadku. Nie jest to tylko celebrowanie własnej emocjonalności. W tym intymnym doświadczeniu dotyka się bowiem tego, co uniwersalne. Simone de Beauvoir we wstępie do książki W sile wieku tłumaczy, dlaczego postanowiła spisać i wydać swoje wspomnienia: Jeśli jednostka przeciętna czy wyjątkowa zdobywa się na mówienie o sobie szczerze, mówi, mniej albo bardziej, o każdym człowieku. Nie można oświetlić własnego życia nie oświetlając, tu i ówdzie, i życia cudzego. Mówienie o sobie jest nie tylko próbą nawiązania komunikacji. Gdy kobieta mówi o sobie samej, zawsze, w jakimś stopniu, mówi o każdej kobiecie. Publikowanie w internecie ma taką zaletę, że niemal natychmiast otrzymuje się reakcję zwrotną. Dziewczyny utożsamiające się z tym, o czym pisałam, komentowały moje posty lub wysyłały mi prywatne wiadomości. Niekiedy prosiły o spotkanie. Stało się to, na czym mi zależało powstała wspólnota, a nie publiczność.

Praktyki związane z selfie-feminizmem dają wielu sięgającym po nie kobietom siłę i sprawczość. Miewają moc terapeutyczną i oferują poczucie przynależności do akceptującej wspólnoty. Nie zastępują jednak innych strategii feministycznych. Co najwyżej je uzupełniają. Uważam, że potrzeba wielu różnorodnych praktyk, odpowiadających na problemy kobiet należących do różnych grup społecznych czy etnicznych. Wśród nich powinna być i taka, która będzie odpowiednia dla młodych dziewczyn wychowanych w internecie. Dla dziewczyn, które płynnie poruszają się w świecie mediów społecznościowych.



Internet i smartfony nadal należą do sfery przywilejów. Jednak jako medium docierają do miejsca, gdzie telewizja, prasa czy literatura nie mają wstępu. Posługujące się nimi dziewczyny także spotykają się na co dzień z represjami i ograniczeniami. Wykorzystując do walki dostępne sobie narzędzia czas, aparat fotograficzny w telefonie i podłączenie do sieci mogą pomóc nie tylko sobie, ale także przetrzeć szlak innym kobietom.

Co ciekawe, ich niewinne, prywatne i z pozoru pozbawione politycznego wymiaru działania w mediach społecznościowych i tak spotykają się z zaskakującym oporem i krytyką. Gdy w dyskusji pojawia się temat dziewczyn i ich sposobów autoprezentacji w tym selfie umieszczanych przez nie w internecie konwersacja łatwo osuwa się w ocenianie, krytykę i przywoływanie do porządku. Według tych ocen, dziewczyńskie selfie są narcystyczne albo zbyt seksowne i prowokacyjne. Dziewczyny na nich określane bywają jako zarozumiałe i pretensjonalne. Nudne lub głupie, a do tego chcące przypodobać się mężczyznom.
Ta ocena wydaje się służyć dyscyplinowaniu i stanowi wyraz społecznych lęków przed młodą wyemancypowaną kobietą, która robi to, na co ma ochotę i posługuje się medium, którego nie da się łatwo kontrolować. Przeciwstawia się jej głęboko zakorzeniony w kulturze stereotyp, zgodnie z którym młode ładne dziewczyny nie mogą mieć ciekawych przemyśleń na temat świata, a wszystko co robią, robią po to, żeby podobać się mężczyznom.
Audrey Wollen, artystka i teoretyczka posługująca się w swojej pracy Instagramem, w opublikowanej w Wysokich Obcasach rozmowie ze mną wyznała: Uważam, że bardzo łatwo jest nienawidzić dziewczyn, które robią zdjęcia samych siebie. I bardzo łatwo demonizować nowe technologie. A jeszcze łatwiej nienawidzić tych dwóch rzeczy na raz.
Obawa przed politycznym potencjałem nowych technologii nie jest bezpodstawna. Cyberfeminizm, zapoczątkowany przez Sadie Plant i Donnę Haraway już na początku lat 90. zeszłego wieku, uświadomił znaczenie technologii i skalę jej obecności w naszym życiu. Dla kobiet korzystających z komputerów ciało już niekoniecznie musiało być poważnym ograniczeniem. Według teorii skonstruowanych w ramach cyberfeminizmu, maszyny, szczególnie te zaawansowane i podłączone do internetu, stały się sojuszniczkami w walce o podmiotowość kobiet.
Korzystając z Instagrama jako współczesnej zdobyczy technologicznej, dziewczyny przechwytują narzędzie konstruowania kultury wizualnej. Stawiają się w roli głównych bohaterek opowiadanych za jego pomocą historii. Wymyślają język, przy pomocy którego te historie będą opowiadane. Snują fantazje, plany, alternatywne wizje i poruszają ważne dla siebie kwestie. Tworzą przeciwwagę dla sterowanych odgórnie formatów medialnych, takich jak seriale czy prasa.



We własnej działalności na Instagramie zdecydowałam się rozwinąć założenia, które towarzyszyły mi przy pisaniu książki Miłosny performans. Już wtedy moim celem było wprowadzenie do polskiej sztuki współczesnej dziewczyńskiego, emocjonalnego i empatycznego języka. W dyskursie społecznym umówiliśmy się, że to męski, nieemocjonalny język jest narzędziem dyskusji intelektualnych. Szkolny kanon literatury polskiej to w zdecydowanej większości literatura pisana przez mężczyzn, o mężczyznach, o problemach mężczyzn, z punktu widzenia mężczyzn i dla mężczyzn. Wartości związane z byciem mężczyzną są tam wychwalane, problemy mężczyzn uważane za warte opowieści, a męski sposób mówienia o nich traktowany poważnie. Męskiego nieemocjonalnego języka używamy też w krytyce artystycznej.
Głos kobiecy łatwo może zostać uznany za histeryczny, pretensjonalny czy niepoważny. To upokarzające, że nawet do opisu cierpienia związanego z sytuacją dziewczyn i patriarchalną przemocą miałybyśmy używać języka z tą przemocą tak ściśle powiązanego. Zdaniem Audrey Wollen, autorki Teorii Smutnej Dziewczyny, jeżeli istnieje coś, co łączy wszystkie dziewczyny, jest to prawdopodobnie ich cierpienie na tym świecie.



W swojej praktyce szukam języka, który pozwoli wyrazić ból, tak mój własny, jak i innych dziewczyn. Internet i Instagram stanowią środki pozwalające ominąć standardowy, zmaskulinizowany kanał dyskusji. W internecie dziewczyny mogą bez zbędnych pośredników rozmawiać ze sobą, a także o sobie nawzajem. Mogą być szczere i dzielić się siłą, nie zważając na to, czy dla kogoś brzmi to poważnie. Tocząca się tam dyskusja między dziewczynami zainteresowała mnie dużo bardziej niż męska, akademicka dyskusja o sztuce współczesnej. Chciałam ominąć kanały, takie jak redakcje czy wydawnictwa, i dotrzeć bezpośrednio do innych dziewczyn, a Instagram narzędzie z pozoru narcystyczne i solipsystyczne przemienić w narzędzie dialogu.

Na Instagramie umieściłam dużą część mojego intymnego życia. Chciałam stworzyć konfesyjny serial o sobie samej. Platformę, na której swoje osobiste doświadczenia wyciągam na światło dzienne. Używałam gadżetów kojarzących się z przerysowaną kobiecością, ze spektaklem. Chciałam pokazać, że kobiecość jest projektem, który może być konstruowany świadomie i z dystansem.
W tamtym czasie badałam też inne sposoby myślenia o wystawie. Ekspozycja nie musi wiązać się z umieszczeniem obiektów w przestrzeni galerii, ale może być pokazem obrazów w internecie lub odwołaniem się do nich oraz wskazaniem na działania performatywne i tropy intelektualne w komentarzach pod zdjęciami. W takiej wystawie artefakty i działania artystyczne mogą mieszać się z obiektami i sytuacjami prywatnymi, związanymi ze zwykłym życiem i codziennością.

Nurtowały mnie pytania dotyczące tego, jakie jest miejsce obrazów kobiecego ciała i form dziewczęcej autoprezentacji w przesyconej pornografią i mizoginią sieci. Dla kogo drażniące może być to, co prywatne i intymne? A także: jak powinna wyglądać artystka i feministka? Jak powinna się zachowywać? Czy artystka i feministka może być seksowna? Dlaczego dziewczęce dziewczyny traktowane są mniej poważnie od dziewczyn naśladujących w swoim wyglądzie i zachowaniu mężczyzn?

Chciałam pokazać, że moment, w którym dziewczyna pojawia się w przestrzeni publicznej na przykład w internecie i zaczyna szczerze opowiadać swoją historię, ma siłę polityczną. Według niektórych, moje ładne stroje i gadżety, których używałam, wskazywały na to, że flirtuję z patriarchatem. Jednocześnie mężczyźni mówili mi, że mój Instagram niepokoi ich i daje im do myślenia.
W projekt, polegający na odkryciu się, ujawnieniu swojej intymności, wpisane jest duże ryzyko osobiste. Zdecydowałam się je podjąć. Dla wielu osób stałam się wirtualną maszyną, która nie czuje i w którą można bezkarnie uderzać. Czytałam na swój temat głęboko raniące komentarze. Byłam oceniana, dostawałam wulgarne propozycje seksualne i groźby. Często czułam silny niepokój.

Choć wydawało mi się, że to, co robię jest po prostu zachętą do otwarcia szerszego pola dyskusji o tym, jak może wyglądać walka dziewczyn o swoją podmiotowość, konfrontowałam się ze sprzeciwem tak stanowczym, jak gdyby moje działanie ustanawiało nowy kanon albo było symptomem upadku cywilizacji. Część krytyki dotyczyła słowa instagramerka. Komentujący pytali: jak to jest w ogóle możliwe, że w tym medium może powstawać poważny projekt artystyczny?.

Mimo że mój Instagram miał charakter konfesyjny, to nie pisałam o wszystkim, co działo się w moim życiu. Nie relacjonowałam, z kim się spotykam, gdzie przebywam, co jem. W ten sposób starałam się negować lajfstajlowy i towarzyski charakter Instagrama. Mój profil zawsze był raczej literacki i uniwersalny. Skupiałam się na uczuciach, w tym na smutku, cierpieniu czy samotności. Pokazywałam intymny moment, w którym samotna dziewczyna przebiera się i pozuje przed lustrem, próbując poczuć się lepiej lub czegoś o sobie dowiedzieć. Było to doświadczenie, w którym wiele dziewczyn mogło się przejrzeć.

Zofia Krawiec


BIO

Zofia Krawiec - krytyczka sztuki, kuratorka, dziennikarka kulturalna i artystka. Autorka książki "Miłosny Performans".