Ku ekonomii politycznej przepływów

Co krąży, co krążyć nie może

Przemysław Wielgosz

W słynnych fragmentach Manifestu komunistycznego Marks i Engels zaświadczają o swej fascynacji dynamizmem kapitału. W ich pełnych emfazy frazach obala on chińskie mury i puszcza wszystko w ruch. Jest nośnikiem mobilności i innowacji, krąży po świecie, przekraczając granice państw, stanów, religii i kultur. Ta niepowstrzymana ruchliwość pobudza wyobraźnię. Wielu pisarzy i myślicielek uzna ją za najważniejszą cechę nowoczesności. Dwie dekady później sceneria ulega zmianie i na kartach pierwszego tomu Kapitału ten sam Marks porzuca podszyty entuzjazmem ton. Kapitał jawi się tu jako maszyneria wyzysku, podporządkowania, bezlitosnej władzy. Mobilność zmienia się w przemoc hierarchii klasowej, innowacja w mechanizm eksploatacji.

 

Te dwa obrazy tylko pozornie się wykluczają. W istocie są komplementarne. Fascynacja kapitalistycznym dynamizmem z 1848 r. i bezlitosna rekonstrukcja formowania się kapitału jako stosunku społecznego z 1867 r. opisują ten sam proces, ale widziany z dwóch perspektyw i w dwóch różnych momentach historycznych. Razem stanowią doskonały klucz przy poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie co krąży, a co krążyć nie może w naszym świecie. Dzięki ich połączeniu możemy zrozumieć dialektykę przepływów i wznoszonych na ich szlakach barier, która funkcjonuje w globalnym kapitalizmie, uświadamiając nam swoją wagę i siłę sprawczą przy okazji różnych kryzysów migracyjnych, finansowych, surowcowych czy klimatycznych.

1. Akumulacja wielkiego zamknięcia

 

Marksowska analiza procesu akumulacji pierwotnej zawarta w pierwszym tomie Kapitału stanowi znakomitą matrycę dla prób uchwycenia współczesnych dynamik migracyjnych, ich ekonomii politycznych i ewolucji polityk granicznych. Marks mówi mniej więcej tak: formujący się w początkach ery nowożytnej kapitał potrzebuje zasobów i siły roboczej. Może zaspokoić ten głód tylko zrywając więź chłopów z ziemią. Proces grodzenia chłopskich działek odmraża ziemię dla procesu akumulacji (koncentracja w rękach wielkich właścicieli, zmiana charakteru użytkowania z produkcji wyżywieniowej na hodowlę, nastawioną na obsługę sektora manufaktur włókienniczych, a ostatecznie obrót komercyjny i spekulacja ziemią czyli upłynnienie odmrożonej wartości), a ustawy o włóczęgostwie pacyfikują wywłaszczonych, przekształcając ich w siłę roboczą gotową do zatrudnienia w manufakturach. Kapitał i wspierające go państwo monarchiczne wypędza rodziny chłopskie ze wsi, zmuszając je do krążenia w poszukiwaniu źródeł utrzymania, a zatem do migracji, którą u schyłku społeczeństwa stanowego i w czasie przejścia do reżimu klasowego nazywano włóczęgostwem. Jednocześnie monarchia delegalizuje migrację, wydając jej wojnę i wysyłając na szubienicę dziesiątki tysięcy migrantów. Nie chodzi jednak o eksterminację oderwanych od ziemi rzesz biedaków. Stawką terroru jest wywłaszczenie ich nie tylko z ziemi, ale także z więzi społecznych, z aspiracji i chęci do stawiania oporu. Ostatecznie chodzi o zredukowanie wypędzonych chłopów do czegoś w rodzaju nagiego życia, a precyzyjniej nagiej siły roboczej, uwolnionej z wszelkich innych form przynależności (stanowej, regionalnej, wspólnotowej) i związanych z nimi postaci podmiotowości opartych na prawie i tradycji. Dopiero doprowadzona do takiego położenia migrująca, głodna i zaszczuta masa mogła zostać zmuszona do pracy dla kapitału. Francuski filozof i historyk Michel Foucault nazwał ten proces wielkim zamknięciem. To jednak zaledwie część dokonującej się w drugiej połowie XVII i w XVIII wieku transformacji. Zamknięcie biedoty w manufakturach stanowiło bowiem warunek otwarcia przestrzeni dla cyrkulacji produktów pracy rodzącego się w ten sposób proletariatu, czyli mówiąc innymi słowy, rynku produkcji towarowej. Wywłaszczenie, przymus pracy i wolność utowarowienia stanowić będą filary formującego się kapitalizmu.
 

 

2. Kapitalizm i migracja

 

Wielu teoretyków kapitalizmu, pozostających pod urokiem teorii neoklasycznych, w poszukiwaniu jego cech istotnych skupia się na wymianie towarów, ruchach kapitału, przepływach inwestycji, papierów wartościowych, oraz ludzi należących do najbogatszego 1% i przyległości, pomijając sferę produkcji i wiążących się z nią stosunków klasowych. W rzeczywistości ruch handlu, kojarzony ze znoszeniem barier i ograniczeń, liberalizacją prawa i otwarciem granic możliwy jest dzięki innemu ruchowi przemieszczaniu mas ludzi, który wiąże się z przymusem, nakładaniem nowych barier i ograniczeń, dyscyplinowaniem. Jako taki jest on konsekwencją przemocy ekonomicznej (wywłaszczenie), politycznej (wojna), religijnej (prześladowania) i ekologicznej (susza, nieurodzaj). Migracja w sensie geograficznym wiąże się tu ze strukturalnym unieruchomieniem, pozostającym warunkiem skuteczności przymusu pracy. Ale ten paradoksalny na pozór stan nosi w sobie brzemię rewolty. Kapitalizm przymusza do migracji, bo potrzebuje wywłaszczonej, bezbronnej siły roboczej. Ale jednocześnie tworzy warunki, które podkopują jego władzę. Migracja jest bowiem także postacią walki klas.

 

Dziś opisany przez Marksa mechanizm jest doskonale widoczny na poziomie globalnym. Szczególnie odkąd pogrążony w strukturalnym kryzysie kapitalizm zarządzany jest za pomocą akumulacji przez wywłaszczenie. Ale nierównomierne krążenie towarów, pieniędzy i ludzi miało już naprawdę wielkie chwile w przeszłości. Od XVI wieku skala migracji stale rośnie. Nieodmiennie towarzyszy jej przemoc wywłaszczenia i represji. Od początku XVIII do połowy XIX wieku przez Atlantyk przerzucono 9 mln niewolników (być może dwa razy tyle zginęło podczas wojen niewolniczych i transportu). Do liczby tej trzeba dodać jakiś milion marynarzy obsługujących szlaki niewolnicze, na ogół zmuszanych do pracy przemocą. To oni, wraz z niewolnikami z karaibskich plantacji, stanowili pierwszy proletariat kapitalizmu globalnego. W osławionym trójkącie atlantyckim emancypacyjna siła transkontynentalnych przepływów finansowo-towarowych, która pokonała iberyjskie imperia i pozwoliła zakumulować bogactwo zainwestowane później w drugą rewolucję przemysłową, spotykała się z najdzikszymi formami zniewolenia. Równolegle przeżywająca gwałtowną industrializację i urbanizację Europa eksportowała własne nadwyżki ludnościowe. Według wyliczeń brytyjskiej socjolożki Jane Hardy, tylko w latach 1870-1914 kontynent opuściło 50 mln ludzi. Ten demograficzny upust pozwolił rozwijać się kapitalizmowi, łagodząc efekty jego sprzeczności i chroniąc przed rewoltami wywłaszczonych. Wraz z podbojem kolonialnym i włączaniem gospodarek Azji w europocentryczny system światowy, podobna liczba osób migrowała z Chin i Indii (z samych Indii 30 mln). Wszystko to w świecie zamieszkiwanym przez miliard ludzi. W porównaniu do tego, co działo się przed 1914 r., dzisiejsze 60 mln uchodźców (z czego 4 mln w Europie) i 220 mln migrantów (z tego 30 mln w Europie) nie robią już takiego wrażenia.

3. Kryzysu uchodźczego nie było

 

O znacznie większy szok mogą przyprawić rozmiary i brutalność dzisiejszych ustaw przeciw włóczęgostwu. Co prawda nie wiesza się już uciekających przed widmem głodu, ale się ich topi, i to na masową skalę. Wydarzenia roku 2015 pokazały jak to działa, nawet tym, którym nazwa unijnej agencji granicznej Frontex nic dotąd nie mówiła. Widzieliśmy je jednak na opak, tak jak przedstawili je rasiści, grający na wywołanie paniki moralnej, która da im władzę. W rzeczywistości nie było żadnego kryzysu migracyjnego, bo nie mógł nim być napływ niespełna miliona uchodźców (w stosunku do 600 tys. rok wcześniej). Kryzys dotyczył europejskiego kapitalizmu i jego unijnej konstrukcji politycznej. Medialna nadprodukcja obrazów rzekomej fali obcych ukryła dramatyczny deficyt strategii pokonania kryzysu.

 

Całymi miesiącami oglądaliśmy wielki spektakl skrywający treść zasadniczą dla zrozumienia dramatycznej sytuacji społecznej i politycznej w samej Unii Europejskiej. Antyuchodźcza histeria odwróciła uwagę od rozprawy neoliberalnych elit z reprezentowaną przez grecką Syrizę lewicową alternatywą dla samobójczej polityki zaciskania pasa. Sytuacja na Bałkanach wymknęła się jednak spod kontroli. Brak woli politycznej sprawił, że uchodźcy przekształcili się z bezwolnych przedmiotów naszych zabiegów humanitarnych i policyjnych szykan w polityczny podmiot zdolny do radykalnego zakwestionowania unijnej polityki granicznej i wymuszenia jej redefinicji. Tłumom bezbronnych ludzi udało się na kilka tygodni znieść unijny reżim graniczny (tzw. Dublin II). Sytuacja ta odsyła do geopolityki i ekonomii politycznej migracji, które stanowią jedynie jeden z poziomów opisu globalnego kryzysu kapitalizmu i krystalizowania się nowych podmiotów politycznych, rzucających wyzwanie logice reprodukcji systemu nieograniczonej akumulacji.



4. Zarządzanie przepływami

 

Jak pokazuje grecki socjolog Vassilis Tsianos, unijna wojna przeciw uchodźcom, w wyniku której na Morzu Śródziemnym i Atlantyku zginęło w ciągu ostatnich 20 lat około 30 tysiecy osób, nie ma na celu zablokowania drożności kanałów przepływu ludzi. Jej stawką jest ustanowienie reżimu kontroli, nazywanego przez Tsianosa porokracją. Porokracja tyleż zamyka, co otwiera możliwości przedostania się do Europy. Zarządza przepływem, a nie po prostu go blokuje. Z ekonomicznego punktu widzenia aparat porokratyczny stanowi wstępną formę segmentacji siły roboczej, którą można by określić mianem apartheidu merytokratycznego. Potencjalnie przydatni dla gospodarki migranci zostają oddzieleni od tych, których uznaje się za zbędnych. Z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa narodowego także dokonuje się segmentacja. Odzwierciedla ona geopolityczne priorytety Zachodu, polegające na tym, że niektóre wojny i reżimy uznane zostają za wystarczający powód do uchodźctwa, a inne nie. Lista słusznych krajów pochodzenia, przyjęta przez bałkańskie państwa Unii jesienią 2015 r., odzwierciedla całą arbitralność tej praktyki. W pewnym momencie nie znaleźli się na niej uchodźcy z Afganistanu, w którym wojna jest dziś znacznie bardziej mordercza niż przed wkroczeniem sił NATO, a także Libii, w której NATO wojnę rozpętało.

 

Istotną modyfikacją reżimów porokratycznych w ostatnich dekadach jest zmiana statusu granicy. Jak podkreśla francuski filozof Etienne Balibar, wiąże się ona z zanikaniem europejskich granic jako odczuwalnych, fizycznie obecnych linii przejścia. Proces ten postępujący wraz z integracją polityczno-prawną UE, a w jej obrębie Strefy Schengen oznacza, że granica przestaje być konkretną linią na mapie, a staje się trudnym do przezwyciężenia elementem statusu uchodźcy/migranta. W tym sensie, choć niewidoczna, staje się nie do przekroczenia. Granica i związane ze strefą graniczną zawieszenie praw rozszerza się na całe terytorium kraju przyjmującego uchodźców. Im mniejsze jest znaczenie przejść granicznych, tym bardziej rośnie waga stanu wyjątkowego jako sytuacji narzucanej uchodźcom i migrantom podczas całego ich pobytu w krajach docelowych.

 

Stan wyjątkowy pozwala władzom państwowym pozbywać się pracowników-migrantów, gdy tylko kryzys zagrozi rentowności kapitału. Amerykańska historyczka Silvia Federici opisuje takie przypadki w latach 30. XX w., gdy z Kalifornii i Teksasu deportowano dziesiątki tysięcy meksykańskich pracowników, przy okazji rozkręcając ksenofobiczną nagonkę. Z kolei w czasie kryzysu azjatyckiego w latach 1997-98 Malezja i Tajlandia bez ceregieli pozbyły się setek tysięcy migrantów.
 

 

5. Neoliberalne dialektyki ruchu i unieruchomienia

 

Kapitalizm pogrążony w stagnacji, której nie potrafi stawić czoła, odwołuje się do neoliberalnych strategii zarządzania nią. W ich ramach radykalizacji ulega globalizacja polegająca m.in. na nierównomiernym otwieraniu granic: dla przepływów finansowych, towarowych i inwestycyjnych, oraz zamykaniu ich dla pewnego rodzaju ludzi. Tak rozumiana globalizacja skutkuje przyspieszeniem naturalnego dla kapitalizmu procesu wyrównywania się cen produktów pracy społecznej i walorów finansowych w skali globalnej oraz pogłębiania się nierówności płacowych. Egipsko-francuski ekonomista Samir Amin nazywa ten mechanizm prawem wartości zglobalizowanej i podkreśla, że to jego działanie odpowiada za podział i polaryzację światowej gospodarki na centra i peryferie. Mieszkańcy Południa zredukowani do zasobu taniej siły roboczej (co ma być główną przewagą komparatywną krajów peryferyjnych w rozdaniu zarysowanym w programach Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego) stają się ofiarami globalizujących się cen artykułów pierwszej potrzeby, z żywnością na czele. W tym świetle wolny handel celebrowany przez Światową Organizację Handlu (WTO) i w umowach wolnohandlowych w stylu TTIP czy CETA okazuje się reżimem ograniczającym mobilność strukturalną i możliwość cyrkulacji przestrzennej siły roboczej. Jej zdolność do ruchu w górę drabiny społecznej jest przecież uzależniona od historycznych zdobyczy ruchu robotniczego w rodzaju regulacji pracy, usług publicznych, ubezpieczeń i wsparcia socjalnego. Dziś wszystkie one jako tzw. bariery nietaryfowe padają ofiarą demontażu.

 

Skutki działania zglobalizowanego prawa wartości widać dobrze w sektorze żywnościowym, który w latach 80. i 90. został radykalnie zderegulowany, a w konsekwencji zmonopolizowany przez korporacje i sfinansjeryzowany. Globalne przepływy na rynkach kontraktów terminowych opierają się na niesymetrycznej liberalizacji handlu zbożem, destrukcji polityk wsparcia rolnictwa na Południu oraz rujnacji milionów chłopów w Afryce subsaharyjskiej i Azji, uwięzionych na pogrążonych w głodzie terenach wiejskich lub w rozrastających się gwałtownie slumsach wielkich konurbacji. Spekulacyjne transakcje na tych rynkach przesuwają setki miliardów dolarów w skali globu, podwyższając lub obniżając ceny żywności. Zyski dynamicznej części tego systemu opłacane są niemal bezpośrednio nędzą i głodem jego zamkniętej w granicach Południa podstawy. W roku 2008, gdy runęły ceny na euroamerykańskich rynkach finansowych produktów pochodnych, masy gorącego pieniądza ruszyły na poszukiwanie bezpiecznych przystani. Znalazły je na rynkach kontraktów terminowych (a także ropy naftowej i złota), a ich gwałtowny napływ sprowokował wystrzelenie światowych cen zboża o 140 % w ciągu kilku miesięcy. Gdy wielkie media użalały się nad bankierami, którzy wylecieli na bruk po upadku Lehmann Brothers, przez świat przetoczył się pierwszy w historii planetarny kryzys żywnościowy. W ciągu paru miesięcy dodał on do rachunku głodujących dodatkowe 100 mln ludzi, a jego fale wtórne z jesieni 2010 r. stanowiły bezpośrednią przyczynę wybuchu Arabskiej Wiosny.

 

Ta sama logika liberalizacji, która napędza ruchy na rynkach dłużnych i terminowych, otwiera nowe możliwości dla eksternalizacji kosztów ekologicznych ekspansji kapitału z centrów systemu. Zyskowny obieg prawami do emisji uczynił z podtruwania planety ważną pozycję w bilansach niektórych państw (m.in. Polski). Bogata Północ eksportuje zarówno góry realnych śmieci, jak i przyszłe koszty społeczne nierównej emisji zanieczyszczeń. Choć sama w największym stopniu niszczy powłokę ozonową i przyczynia się do zmian klimatu, to konsekwencje tego procederu przerzuca na biedne Południe. Już dziś w subsaharyjskiej Afryce miliony ludzi uciekają przed wywołaną ociepleniem zabójczą suszą, której odpowiednik na Bliskim Wschodzie stanowi jedną z przyczyn wojny w Syrii i pojawienia się 6 mln uchodźców, których wyprodukowała. Do roku 2050 liczba uchodźców klimatycznych może wzrosnąć do 200 mln.

 

Ekologiczna katastrofa wpisana jest w zjawisko nowego ekstraktywizmu formowania się globalnej sieci wydobywczej, sprzężonej z międzynarodowymi łańcuchami dostaw przemysłu elektronicznego i petrochemicznego. Opiera się ona na dwóch filarach. Pierwszy, to wymuszona na zadłużonych krajach Południa swoboda dostępu do ich zasobów. W Peru rząd oddał zagranicznym kompaniom górniczym 20% swojego terytorium. W bogatym w metale kongijskim regionie Kiwu wielkie korporacje nawet nie musiały się oglądać na władze kraju. Podzieliły rejon na strefy eksploatacji w cieniu sponsorowanej przez siebie wojny. Przy niskich kosztach odkrywkowych technologii górniczych oraz nieograniczonej barierami celnymi cyrkulacji surowców na rynkach międzynarodowych, nawet wojna nie jest w stanie zagrozić rentowności. Drugi filar nowego ekstraktywizmu, to różne formy przywiązania do ziemi siły roboczej oraz unieruchomienia społeczności zamieszkałych na terytoriach górniczych. Często, jak w amerykańskiej Luizjanie, zatrudniających się w niszczącym ich środowisko przemyśle, który monopolizuje lokalne rynki pracy, nie pozostawiając żadnego wyboru tym, którzy są zbyt biedni, żeby wyjechać.

Kapitalizm, który entuzjaści nazywają czasem kognitywnym, fascynując się jego rzekomo sieciową strukturą i zawartym w niej emancypacyjnym potencjałem, wykorzystuje nowe technologie do zamykania dostępu do wiedzy. Zamiast logiki otwartej sieci narzuca on strategię, którą Zygmunt Bauman nazwał poszukiwaniem nowych pastwisk dla kapitału. Kapitalizm kognitywny nie wprowadza żadnej jakościowej różnicy w funkcjonowaniu systemu. Stanowi natomiast próbę skomercjalizowania intelektualnych i kulturowych dóbr wspólnych. Jako taki po prostu zatrzymuje naturalną cyrkulację wiedzy, podporządkowując ją monopolowi własności intelektualnej. Dopiero wiedza skutecznie unieruchomiona zaczyna przynosić zysk. W ten sam sposób działają dziś korporacje medialne, obniżające koszty przez korzystanie na potęgę z treści generowanych za darmo w mediach społecznościowych, by następnie zamknąć je we własnych płatnych serwisach. W ten sposób kapitalizm zasysa dziedzictwo, biorące się z funkcjonowania opisanego przez antropologa Davida Graebera bazowego komunizmu, polegającego m.in. na kolektywnym wytwarzaniu wiedzy, tekstów kultury i komunikatów; wykorzystuje jego dynamizm i egalitaryzm do wzmacniania mechanizmów wykluczenia i uprzywilejowania.

 

Róża Luksemburg pisała, że podbijający świat kapitalizm ocieka krwią swych ofiar. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Dziś globalizacji finansów i łańcuchów dostaw towarzyszy globalizacja wojny i swobodne krążenie aparatów imperialnej przemocy. Należą do nich siły okupacyjne w Palestynie, Afganistanie i Iraku, korpusy ekspedycyjne w Jemenie, Mali i Republice Środkowoafrykańskiej, siły specjalne w Libii i Syrii, najemnicy w Kongo i Donbasie, drony w Pakistanie, Somalii i Nigerii. Równolegle z ekspansją nowych form konfliktu i agresji imperialnej, erozji ulegają prawo międzynarodowe i światowe organizacje teoretycznie stojące na jego straży. W konsekwencji widzimy zacieranie granic między wrogim wojskiem a terrorystami, terrorystami a ludnością cywilną, a ostatecznie między wojną a pokojem. Warunkiem skuteczności tych strategii z punktu widzenia państw je narzucających (Izrael, USA, Francja, Rosja) jest odebranie ofiarom globalizacji i rozpraszania przemocy możliwości zglobalizowania świadomości swojego cierpienia przez wywłaszczenie ich prawa i materialnych możliwości ucieczki oraz uzyskania azylu, a także narzucenie dyskursu bezpieczeństwa, który kryminalizuje wszelki opór antyimperialistyczny. Dobrze ilustruje to sytuacja Kurdów z syryjskiej Rodżawy. Choć Pentagon udziela im wsparcia w walce z Daesz, ich struktury polityczne i zbrojne pozostają na listach organizacji terrorystycznych Departamentu Stanu oraz UE. Zależnie od zmieniającej się koniunktury, bojownicy w walce z dżihadyzmem w każdej chwili mogą wylądować obok swoich wrogów na celowniku cywilizowanego świata, którego wcieleniem pozostaje dziś prezydent Erdoğan.

 


6. Krążące tożsamości

 

Mobilność kapitału niszczy realne wspólnoty i społeczności, ale powołuje do realnego życia wspólnoty wirtualne. Pewne ich postacie dopiero na tym poziomie mogą uzyskać w pełni rozwiniętą formę. Krążenie obrazów, zbiorowych fantazmatów, kultur wizualnych, kultur pamięci wpisuje się w ekspansję polityki tożsamości. Widzimy to dziś w Polsce, w karierze abstrakcyjnego pojęcia Narodu Polskiego, którego czystość, wielkość i niewinność ma być substytutem klęsk wypełniających historię kraju i współczesnych frustracji wynikających z niespełnienia obietnic neoliberalizmu.

 

W szczególny sposób dotyka ona społeczności migranckie. W obliczu wycofywania się neoliberalnych państw z zapewniania spójności społecznej i pełnienia funkcji integracyjnych, oraz destabilizacji dostępnych miejsc pracy, migranci tracą szansę na upodmiotowienie na gruncie konfliktu klasowego i oparcie w organizacjach pracowniczej solidarności. W tej sytuacji substytutem podziału klasowego staje się podział tożsamościowy, narzucany przez kapitał w ramach segmentacji siły roboczej.

 

Migranci z Bliskiego Wschodu czy z Polski mają bardzo ograniczony dostęp do stabilnych miejsc pracy, pozwalających na korzystanie z owoców wzrostu, usług publicznych i otwierających możliwość uspołecznienia przez demokrację. Jako prekariusze wyzuci z siły przetargowej miejsca pracy, mają trudności z solidarnością klasową zarówno w relacji do innych sektorów siły roboczej, jak i w obrębie sektorów, w których są zatrudnieni. Dlatego w miejsce solidarności klasowej wybierają lojalność plemienną (etniczną, religijną). Ta zaś ogranicza ich do prywatnej przestrzeni rodziny i abstrakcyjnego uniwersum narodu, katolicyzmu czy muzułmańskiej ummy.

 

Fundamentalizm i ksenofobia w dużej mierze stanowią produkt deterytorializacji i wirtualizacji wspólnoty wspólnoty religijnej, narodu, tożsamości etno-kulturowej. Dopiero jako oderwana od konkretnego terytorium staje się ona czysta, oczyszczona z obcych naleciałości, nieuchronnie obecnych w historii; niedoskonałości konkretnych form politycznych i społecznych. Brytyjski antropolog Arjun Appadurai opisał mechanizm wytwarzania tożsamości na emigracji jeszcze przed erą Internetu, gdy jej nośnikami były telewizje satelitarne, kasety z etniczną muzyką czy religijnymi kazaniami. Dziś naturalnym środowiskiem abstrakcyjnej tożsamości są sieci społecznościowe. Stają się one narzędziem tworzenia wirtualnych plemion. Pozostają one czymś mniej, ale też czymś więcej niż państwo narodowe. Nie mają granic, ich terytorium jest internetowe uniwersum, a członkowie stanowią rozsianą po świecie diasporę. Ze względu na abstrakcyjny charakter trzeba w nich widzieć szczególną postać uniwersalizmu. Wirtualne tożsamości etno-religijne nie znają granic. Dlatego na ogół konstytuują się za pośrednictwem bezgranicznej wrogości i wykluczenia obcych.

 

Najlepszym przykładem takiej ekskluzywnej tożsamości uniwersalnej może być dżihadyzm organizacji Państwa Islamskiego. W dużej mierze zaimportowano go z Europy Zachodniej i internetowych sieci tożsamościowych. Kreowana przez dżihadystów wizja Kalifatu jest całkowicie oderwana od realiów konkretnych społeczeństw bliskowschodnich. Powstała z kontestacji realnego islamu i jego zanieczyszczonych lokalnymi kulturami praktyk. Jako taka nie przejmuje się ograniczeniami wynikającymi z historii i kontekstu geograficznego regionu. Jest wizualno-symbolicznym wyrazem nomadycznej maszyny wojennej Daesz, która traktuje terytorium mniej więcej podobnie jak fundusze private equity traktują wykupywane przedsiębiorstwa. Zajmuje, eksploatuje militarnie, symbolicznie i ekonomicznie, a następnie, pod naciskiem sił interwencyjnych mocarstw, opuszcza. Być może ta analogia między organizacją miłośników powrotu do XII wieku (rzecz jasna wymyślonego przez kompletnych historycznych ignorantów, inspirujących się estetyką gier RPG i fantasy) a najagresywniejszymi mutacjami finansowych rynków inwestycyjnych, tłumaczy żywotność Daesz i odporność na zadawane mu ciosy.

 

 

7. Jak krąży opór i co go blokuje?

 

Opór często bezpośrednio stara się zablokować mobilność kapitału, by odblokować ruch społeczny. W 2011 roku miejscem takich działań stały się miasta Afryki Północnej, USA i Europy. W ostatnich dekadach kapitalizm gruntownie przekształcił funkcję i formę przestrzeni miejskich. Podporządkowuje je wymogom najnowszych form akumulacji, zmieniając w odspołeczniony węzeł komunikacyjny. Redukuje do urbanistycznej ramy dla przepływów towarów i symboli, walorów finansowych i samochodów. Infrastruktura komunikacyjna wypiera funkcje mieszkalne i asocjacyjne miast. Puste osiedla, odgrywające rolę murowanego papieru wartościowego, wielopasmowe autostrady rozcinające tkankę miejską, centra opanowane przez architekturę biznesową i handlową, likwidującą wszelką przestrzeń wspólną. I właśnie odzyskanie tej przestrzeni było stawką okupacji centralnych placów Barcelony, Madrytu, Tunisu, Kairu czy Aten. Jak zauważył francuski urbanista i politolog Max Rousseau, ruchy Occupy właściwie odczytały, jak mechanizm akumulacji odzwierciedla się w organizacji przestrzeni miejskiej, odpowiednio dostosowując do tego swą taktykę. Zamiast pikietować siedziby władz podporządkowanych korporacjom finansowym i deweloperom, uderzyły bezpośrednio w serce systemu, blokując materialnie i symbolicznie główne węzły komunikacyjne. Zatrzymanie cyrkulacji kapitału okazało się warunkiem odzyskania miasta i uruchomienia procesu ponownego uspołecznienia jego przestrzeni. Dziś w 23 miastach Hiszpanii politykę tę starają się realizować koalicje, które wyłoniły się z ruchów oburzonych roku 2011.

 

Strategia zablokowania kapitalistycznego układu krążenia charakteryzuje także działania ludów rdzennych przeciwko budowie kopalń i rurociągów na ich terenach. Ich wzmożenie możemy obserwować zarówno w Peru, Ekwadorze, Chinach czy Indiach, jak i w Stanach Zjednoczonych. Jak podkreśla Naomi Klein, lokalne, określane czasem mianem tradycyjnych, społeczności stały się dziś awangardą światowego oporu przeciw nowemu ekstraktywizmowi. Globalne powiązania, łączące kopalnie odkrywkowe z giełdami surowcowymi, strefami przemysłowymi i sieciami handlowymi, stanowią oś systemu brutalnie wypierającego miliony ludzi z zamieszkiwanych przez nich terenów. Rurociągi szatkują je na coraz mniejsze fragmenty. Zablokowanie ich budowy jest zatem zarówno uderzeniem w strategicznie czuły punkt systemu, jak i sprawą życia lub śmierci dla zagrożonych ekstraktywizmem społeczności.

 

Możemy dziś obserwować i uczestniczyć w kolejnej odsłonie konfliktu w skali światowej miedzy kapitałem a siłą roboczą. W istocie ideologie rewitalizowane na potrzeby tego konfliktu: islamofobia, ksenofobia, rasizm kulturowy, pełnią rolę narzędzi sortowania efektów nierówności ekonomicznych i przepisywania ich na kategorie tożsamościowe. Chodzi nie tylko o podsycanie i polityczne eksploatowanie irracjonalnych lęków społecznych, czy o wywoływanie trwogi, na której można zbić kapitał, ale także, a może przede wszystkim, o obezwładnienie migrującej siły roboczej, wywłaszczenie jej ze wszelkich roszczeń, wszelkiej siły przetargowej, tak by można ją było podporządkować reżimowi niskich płac i wykorzystać do podkopywania pozycji całej siły roboczej w krajach europejskich.

 

Liberalizacja wymiany, deregulacja finansowa, swoboda przepływu strumieni inwestycyjnych, cyrkulowanie delokalizowanych fabryk, są sposobami na ratowanie stopy zysku w obliczu rosnących problemów z akumulacją i spadających wskaźników wydajności i wzrostu PKB. To, czy przyniosą one kapitałowi wymierne korzyści, uzależnione jest od skuteczności rozmaitych strategii unieruchamiania. Zysk osiągany w erze neoliberalnej stagnacji pochodzi wprost z pracy tych, którzy krążyć nie mogą. Jednak do czasu. Za kapitałem szukającym nowych pól akumulacji podąża bowiem konflikt. Cyrkulacja inwestycji pociąga za sobą cyrkulację walk klasowych. Po okresie miodowym specjalnych stref ekonomicznych, stanowiących nowe punkty węzłowe globalnych łańcuchów dostaw, przychodzi czas burzy. Gdy migrancka siła robocza z terenów wiejskich wychodzi z szoku nowego miejskiego środowiska, zaczyna stawiać żądania. Dziś dzieje się tak z pracownikami pochodzącymi z chińskiego lub indyjskiego interioru, w latach 60.-70. XX wieku podobny proces klasowego dojrzewania przechodzili sproletaryzowani chłopi z włoskiego południa czy dawnej Galicji w Polsce.

 

Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Procesy zachodzące na Południu nie są zwykłym odrabianiem historycznych zaległości przez kraje zacofane. To zupełnie inny mechanizm, związany z nowymi postaciami polaryzacji w obrębie globalnego kapitalizmu. Ma on swój odpowiednik choćby w Polsce, przeżywającej po wejściu do UE okres wtórnej industrializacji i proletaryzacji, wnikającej z ustalenia półperyferyjnej pozycji naszego kraju w międzynarodowym (przede wszystkim europejskim) podziale pracy.

 

Strategiom władzy stawiają zatem opór nowe ruchy społeczne, których struktury, cele i motywacje odzwierciedlają rzeczywistość destabilizacji, niepewności i wywłaszczenia klas podporządkowanych, spychania ich na pozycję tych, którzy nie mają prawa do posiadania praw społecznych, związkowych, pracowniczych, lokatorskich, zdrowotnych, edukacyjnych, emerytalnych, ekologicznych itd. Przy wszystkich różnicach, stanowią one nową postać historyczną tego samego oporu, który stawiały ofiary akumulacji pierwotnej z pierwszego tomu Kapitału Marksa. Dziś jednak zmieniły się warunki i cele walki. Jej stawką nie jest wyłącznie obrona tradycyjnego sposobu życia, zagrożonego przez proces akumulacji (choć dla 3 miliardów chłopów Południa tak właśnie jest). Chodzi natomiast o przezwyciężenie logiki przymusu pracy i odblokowanie potencjału autonomicznej mobilności klas podporządkowanych, pozwalającej krążyć temu, co dotąd krążyć nie mogło formom oporu, podmiotowości, solidarności, kooperacji, samostanowienia i emancypacji.

 

 

BIO

Przemysław Wielgosz, dziennikarz, publicysta, wydawca i aktywista. Redaktor naczelny miesięcznika Le Monde diplomatique - edycja polska oraz serii książkowych Biblioteka Le Monde Diplomatique i Le Monde Diplomatique Biblioteka Alternatyw Ekonomicznych (w których ukazało się dotychczas ok. 60 książek). Autor i współautor/redaktor kilku książek, m.in. Opium Globalizacji (Warszawa 2004),  Koniec Europy jaką znamy (Warszawa 2013), TTIP - pułapka transatlantycka (Warszawa 2015), Realny kapitalizm (Warszawa 2018), Atlas Planetarnej Przemocy (Warszawa 2018). Współkurator wystawy Uchodźcy, obecni/nieobecni (galeria księgarnia/wystawa Fundacji Razem Pamoja, Kraków 2016), kurator programu Przeciw-praca w ramach Atlasu Planetarnej Przemocy Biennale Warszawa i Departamentu Obecności MSN (Warszawa 2018). Publikował m.in. w Przekroju, Rzeczpospolitej, Tygodniku Powszechnym, Dzienniku Opinii, Aspen Review, Freitagu, Guardianie.

 

Bibliografia:

Karol Marks, Fryderyk Engels, Manifest komunistyczny, [w:] Karol Marks, Fryderyk Engels Dzieła, tom 4, Książka i Wiedza, Warszawa 1962.

Karol Marks, Kapitał tom I, [w:] Karol Marks, Fryderyk Engels Dzieła, tom 23, Książka i Wiedza, Warszawa 1968.

Naomi Klein, To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat, tłum. Hanna Jankowska, Katarzyna Makaruk, Muza SA, Warszawa 2014.

Etienne Balibar, Trwoga Mas, tłum. Andrzej Staroń, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2006.

Jane Hardy, Migration, Migrant Workers and Capitalism, International Socialism, Issue 122, 2009.

Vasilis Tsianos i Serhat Karakayali, Transnational Migration and the Emergence of the European Border Regime.An Etnpgraphic Analysis, European Journal of Social Theory, 2010, 13 (3), polski przekład części artykułu: Migracja transnarodowa i narodziny europejskiego reżimu granicznego w programie do spektaklu Granice, reż. Bartek Frąckowiak, Teatr Polski w Bydgoszczy 2016. http://www.teatrpolski.pl/assets/images/Granice/program_Granice_www.pdf

Silvia Federici, Migracja i nowe grodzenia, https://www.youtube.com/watch?v=XVYJSvZUca8

David Graeber, Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat, tłum. Bartosz Kuźniarz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017.

Arjun Appadurai, Nowoczesność bez granic, tłum. Zbigniew Pucek, Universitas, Kraków 2005.

Max Rousseau, Yes we camp! Miejska wojna pozycyjna z neoliberalizmem, Le Monde diplomatique edycja polska, VII 2011.

Samir Amin, World Poverty, Pauperization and Capital Accumulation, Monthly Review, X 2003.

James Petras, Hans Veltmeyer, The New Extractivism. A Post-Neoliberal Development Model or Imperialism of the Twenty-First Century?, Zed Books, Londyn, Nowy Jork 2014.

Michel Foucault, Historia Szaleństwa w dobie klasycyzmu, tłum. Helena Kęszycka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987.

* Zdjęcie w tle: Pracownicy cegielni w Waranasi. Praca w cegielni wiąże się m.in. z licznymi dolegliwościami skórnymi i chorobami płuc. Autor: Rajesh Kumar Singh, 2014, fotografia cyfrowa. Dzięki uprzejmości artysty