Maszyna do mieszkania

Produkcja przestrzeni mieszkalnej, nagie życie i miejski kurz

Mandana Mansouri

Jechałam samochodem; powietrze było tak zanieczyszczone, że zastanawiałam się, czy to co widzę jest prawdziwe, czy jest może scenografią dla apokaliptycznego filmu stworzonego przez Ridleya Scotta. Zatrzymałam samochód i spojrzałam z mostu na przypominający kolaż krajobraz, który wyglądał, jak gdyby wznoszone właśnie budynki i żurawie dźwigów oddzieliły przednią warstwę od tła tworzonego przez miasto, postawione na kremowo-szarym gruncie, fantasmagoryczne i surrealne w obłokach smogu. Owinęłam się szalem, zrobiłam zdjęcie i zapisałam w notatniku: Teheran jest miastem, które nieustannie linieje i namnaża swoje komórki rakowe.

 

 

To nie jest kraj dla architektów

 

Po dziesięciu latach pracy dla firm zajmujących się doradztwem architektonicznym, których głównym zadaniem było projektowanie i planowanie, dokonałam zwrotu w mojej karierze. Po skończeniu architektury na Qazin Azad University zaczęłam pracować w dużych i znanych prywatnych firmach, które tworzyły projekty architektoniczne i plany rozwoju urbanistycznego. Pamiętam, że mój pierwszy dzień w pracy przypadł na pierwszą w historii wizytę Baszara al-Assada w Iranie. Mój szef czytał gazetę z wielkoformatowym zdjęciem Ahmadineżada i Assada na pierwszej stronie. Za nimi salutowało dwóch żołnierzy, a w oczy czytelnika rzucała się różnica wzrostu między dwoma przywódcami. Jako nowa pracowniczka skłonna do teorii, planowania i studiowania architektury miejskiej, dołączyłam do państwowego projektu renowacji historycznego miejsca i od tamtej pory pracowałam już zawsze w zespołach doradczych przy sporych rozmiarów przedsięwzięciach. Rzut oka na moje CV ujawnia dekadę aktywności, głównie przy ogólnokrajowych i metropolitarnych projektach, z których żaden nigdy nie został zrealizowany i które doprowadziły jedynie do powstawania masy zapełnionych rysunkami arkuszy kalki kreślarskiej, broszur i dokumentów piętrzących się i zalegających w biurach władz różnych organizacji: książki na książkach, kłęby kurzu na kłębach kurzu.

 

Przemysł budowlany w Iranie, podobnie jak w wielu innych miejscach świata, ma hierarchiczną strukturę i skomplikowany charakter. Jedną jego część stanowią firmy projektowe, inna zaś obejmuje wykonawców i dostawców. Doradcy i projektanci nie są zazwyczaj zaangażowani w procesy budowlane, a kadra tych firm składa się głównie z architektów, inżynierów i różnych ekspertów z wyższym wykształceniem. Druga grupa firm i jednostek robotnicy i wykonawcy odpowiada za realizację robót budowlanych, a trzon ich kadry składa się z pracowników fizycznych. Firmy doradcze odpowiadają za tworzenie idei i rozwiązywanie problemów, a w ich zakresie działalności mieści się wachlarz zadań od opracowywania studiów wykonalności, przez projektowanie, na nadzorze placów budowy skończywszy, podczas gdy wykonawcy odpowiadają za fizyczny, żmudny akt budowy. Podczas gdy przeważająca większość firm doradczych należy do prywatnych właścicieli i są one zaludnione przez architektów i urbanistów skłonnych do krytyki systemu, główni wykonawcy zostali z czasem wykupieni przez wojsko, w wyniku czego niemal każdy znacznych rozmiarów projekt infrastrukturalny i konstrukcyjny jest realizowany przez wyspecjalizowaną część irańskich sił zbrojnych1.

 

Kontrast korzyści, wielość zaangażowanych stron, wpływowe organizacje oraz wysoki stopień zależności od państwa, struktur wojskowych i procedur, zmusiły firmy doradcze zaangażowane w projekty publiczne do stawienia czoła nowemu kryzysowi: niektóre z nich zamknęły swoje biura, inne kontynuowały działalność aż do momentu bankructwa, jeszcze inne przetrwały za cenę zwolnień, drastycznych cięć pensji lub zalegania z wypłatami. Z powodu tej dramatycznej niestabilności finansowej i zarzucania projektów, wielu moich przyjaciół i kolegów zrezygnowało z pracy w tego rodzaju firmach i zaczęło poszukiwać innych form zatrudnienia w dziedzinie architektury i urbanistyki. Po dziesięciu latach postanowiłam do nich dołączyć.

Teheran i nieprzeliczalne2

 

Dziesięć lat po ukończeniu studiów architektonicznych i tuż po rezygnacji z pracy w słynnej lecz niemalże upadłej firmie doradczej po raz pierwszy w życiu weszłam na plac budowy. Był to pięciopiętrowy, dziesięciolokalowy budynek mieszkalny w Teheranie. Mój ojciec i parę innych osób postanowiło założyć wspólnymi siłami tanią firmę budowlaną, zupełnie jakby budowanie pięcio- czy sześciopiętrowych budynków było typową poboczną pracą mieszkańców Teheranu. W związku z tym, że wzrost wynagrodzeń nie jest proporcjonalny do inflacji, oszczędzanie pieniędzy lub inwestowanie w bankach (lub innych instytucjach finansowych) równa się dewaluacji, a ceny złota i dolara są nieustannie zmienne, irański zdrowy rozsądek, doświadczenie życiowe i zbiorowa logika podpowiedziały, że najbezpieczniejszym rodzajem inwestycji są nieruchomości (budowanie i posiadanie większej liczby domów), co wydawał się potwierdzać wzrost cen na tym rynku, zwłaszcza w dziesięcioleciach, które nadeszły po wojnie irańsko-irackiej.

 

Zgodnie z tym większość Irańczyków podążyło ścieżką podwójnego zatrudnienia, a każdy, kto posiadał jakiekolwiek oszczędności, inwestował w branżę budowlaną. W wyniku tego procesu liczba domów zaczęła przewyższać liczbę mieszkańców. Akumulacja kapitału otworzyła drogę do akumulacji przestrzeni: akumulacji pustych, zakurzonych przestrzeni, domów na domach i kłębów kurzu na kłębach kurzu.

 

Najdonośniejszym przykładem jest tutaj Teheran. Nie ma zgody co do dokładnej liczby pustych domów w stolicy Iranu. Pięć lat temu przewodniczący parlamentarnej komisji finansowej twierdził, że było ich wówczas ok. 1 000 200. Cztery lata temu minister dróg i urbanistyki utrzymywał w wywiadzie, że takich domów było 400, a po dodaniu budynków dopiero powstających liczba ta sięgnęłaby ok. 1 miliona. Liczba pustych domów w Teheranie przypomina pojęcie liczby przestępnej3, której nie można zdefiniować przez żadną kombinację skończonej liczby wielomianów o współczynnikach wymiernych.

 

 

Nieprzeliczalność ciała albo nagie życie

 

W gruncie rzeczy, jeśli nie jest się hipisem, powinno się wykazywać zainteresowanie posiadaniem i zamieszkiwaniem. Chociaż wszyscy potrzebujemy własnego domu/pokoju, pojawia się pytanie, z jakiego powodu buduje się coraz więcej domów w mieście, które ich nie potrzebuje? Kto je buduje? Jaki system ekonomii politycznej prowadzi miasto ku masowej produkcji ponad potrzeby? Skąd bierze się ta wola akumulacji? Kto buduje te domy? Czy ci, którzy odpowiadają za pomnażanie się komórek mieszkalnych czerpią z tego równe korzyści? Co ujawnia analiza związków między właścicielami kapitału (właścicielami ziemi i pieniędzy) a robotnikami (właścicielami ciał)?

 

Pewnego wiosennego poranka, parę miesięcy po zatrudnieniu robotnika na placu budowy, doszło do wypadku na budowie położonej nieopodal: mężczyzna lunatykował i spadł z trzeciego piętra. Był nielegalnym pracownikiem z Afganistanu, który dopiero co skończył 20 lat. We wrześniu 2017 roku dyrektor inspekcji z ministerstwa spółdzielczości, pracy i polityki społecznej stwierdził, że połowa śmiertelnych wypadków przy pracy w Iranie ma miejsce na placach budowy.

 

Znaczna część fizycznej pracy w takich miejscach jest wykonywana przez imigrantów z Afganistanu. Według oficjalnych statystyk ogłoszonych przez Iran, licząca 2 miliony osób społeczność afgańskich pracowników to ok. 10% irańskiego rynku pracy. Ich obecność wywołała masowe protesty irańskich robotników: w kraju doszło do demonstracji przeciwko powszechnemu bezrobociu i zatrudnianiu obcej siły roboczej. Irański rząd nałożył ograniczenia na zagranicznych robotników poprzez wprowadzenie zakazu zatrudniania ich w rządowych i pozarządowych instytucjach publicznych oraz regulacji nakładających na rządowe, pozarządowe i publiczne firmy oraz ich wykonawców obowiązek zatrudniania irańskiej siły roboczej. Mimo to wielu pracodawców z sektora prywatnego, głównie z branży mieszkaniowej i budowlanej, woli zatrudniać robotników z Afganistanu, ponieważ są tańsi, nie mają ubezpieczenia, są bardziej wydajni i staranni.

Nie ma pewności co do dokładnej liczby afgańskich migrantów lub uchodźców legitymujących się na terytorium Iranu ważnymi dokumentami uchodźczymi: afgańskie ministerstwo ds. uchodźców i repatriacji szacuje liczbę tych posiadających i nieposiadających dokumentów na 2 miliony 160 tysięcy ludzi, spośród których aż 300 tysięcy przebywa w Iranie bez dokumentów. Według najnowszego spisu powszechnego z 2016 roku w Iranie żyje około 1 mln 584 tys. Afgańczyków. To jednak wyłącznie dane oficjalne, szacuje się natomiast, że całkowita liczba legalnych i nielegalnych Afgańczyków na terytorium Iranu sytuuje się między dwoma a trzema milionami. Według oficjalnych statystyk około 40% afgańskich migrantów w Iranie ma mniej niż 20 lat, a 67% nie przekroczyło trzydziestki.

 

Afgańska migracja do Iranu zaczęła się około 50 lat temu wraz z wojną radziecko-afgańską i nasiliła po 11 września na skutek amerykańskiej inwazji na Afganistan. Niepewność i brak zatrudnienia pchnęły ogromną rzeszę Afgańczyków w stronę ich zachodnich i południowych sąsiadów.

 

Ograniczenia prawne dla pracy i przemieszczania się Afgańczyków po Iranie doprowadziły do sytuacji, którą nazwałabym procesem wewnętrznego wyzysku: domy mieszkańców Teheranu są budowane przez (czasami nielegalną) tanią afgańską siłę roboczą. Robotnicy ci często mieszkają zbiorowo na terenie placów budowy/nieukończonych domów. Żyjąc w strachu przed deportacją i zamknięci na budowach, są niemal niewidzialni/nieobecni w mieście, do którego dalszego rozwoju przyczyniają się swoją pracą. Ignorowani wysiedleńcy.

 

Niedostępność dokładnej liczby afgańskich uchodźców przywodzi na myśl pojęcie zbiorów nieprzeliczalnych, w których przeliczalność zamkniętego zbioru zależy od możliwości jego jedno-jednoznacznego odwzorowania na wzór liczb naturalnych. Analogia między przeliczalnością Irańczyków i nieprzeliczalnością Afgańczyków stanowi metaforyczne ujęcie ich zerwania ze zbiorem liczb naturalnych lub, innymi słowy, ze stanem bycia obywatelem stanem porównywalnym do Agambenowskiego pojęcia nagiego życia, życia niepolitycznego i nieobywatelskiego.

 

Chociaż nie ma dokładnych danych na temat liczby wysiedlonych, nieposiadających obywatelstwa Afgańczyków mieszkających w Iranie, tamtejsze oficjalne agencje informacyjne ogłosiły, że przeszło 200 tysięcy Afgańczyków poległo w obronie irańskiej granicy w trakcie wojny irańsko-irackiej. W tym samym czasie, zdaniem New York Timesa, Deutsche Welle i Human Rights Watch, od 2013 roku korpus irańskiej Gwardii Rewolucyjnej zatrudnił tysiące nieposiadających żadnych dokumentów afgańskich uchodźców i wysłał ich na wojnę w Syrii, w wyniku czego zginęło 2 tysiące osób, a 8 tysięcy zostało rannych.

 

 
Fotografia dla intymności. Performans widzenia

 

Kiedy zaczęłam pracę na placu budowy, każdy pracownik z wyjątkiem brygadzisty był Afgańczykiem. Zaczęłam robić im zdjęcia, choć w zasadzie nie mam pewności, co mnie do tego skłoniło czy spowodował to fakt, że byli blisko niebezpieczeństwa i śmierci, ich stan wyjątkowy, ich niewidzialność dla miasta, czy moje pragnienie zbliżenia się i nawiązania z nimi kontaktu, a może wreszcie ich egzotyczne piękno. Niezależnie od powodu, aparat fotograficzny umożliwiał i legitymizował moje spojrzenie. Chociaż schroniłam się za obiektywem, prosiłam ich, aby patrzyli na mnie, chciałam spojrzenia odwzajemnionego.

 

Później chętnie pokazywałam te zdjęcia, jednak nie lubiłam myśli o umieszczeniu ich w galerii: byłam przekonana, że nie należą one do przestrzeni białego sześcianu. Zastanawiając się nad wizualną strategią ich pokazywania, wypracowałam pomysł zamiany miejscami zdjęć i ciał. Co by się stało, gdyby robotnicy przyszli do galerii zamiast zdjęć, a zdjęcia zostały pokazane na placu budowy w miejsce robotników, których przedstawiają?

 

W celu prezentacji ich ciał postanowiłam zabrać robotnika do galerii, poprosić, aby stanął na środku sali, naśladując Marinę Abramović, i patrzył na widzów. Zasugerowałam, że na stojaku obok niego może być podane jego imię, wiek i dzienne wynagrodzenie. Chciałam to działanie zatytułować Ćwicz oczy, żeby zobaczyć. Właścicielowi galerii nie spodobała się jednak przemoc wobec robotnika. Drugi scenariusz, który wypracowałam, był następujący: robotnik siedzi na krześle w jednym kącie galerii, w drugim jest wiertarka udarowa. Na obu przedmiotach umieszczone zostały metki z ceną i rokiem produkcji. Drugi scenariusz również uznano za zbyt brutalny i na tej podstawie odrzucono. Zgodzono się ostatecznie na trzeci pomysł: osiemnastu nielegalnych robotników z Afganistanu przychodzi do galerii i spędza czas z irańskimi widzami. Performans/platforma została zatytułowana Maszyna do mieszkania4.

W dniu performansu galeria została wyraźnie podzielona na dwie części i strach przed widzeniem i byciem widzianym był najbardziej zauważalną reakcją wśród irańskiej publiczności. Jeden z widzów powiedział mi po całym wydarzeniu, że czuł dyskomfort, skrępowanie i poczucie winy z powodu tego, że ich widzi. Wielu mówiło o rasistowskim aspekcie performansu i pytało, dlaczego wytworzona sytuacja była naznaczona nierównością.

 

Druga część wydarzenia obejmowała instalację fotograficzną o charakterze site-specific. Zdjęcia robotników zostały wydrukowane w rozmiarze rzeczywistym na przezroczystym materiale i zainstalowane w ramach okiennych na wpół zbudowanego pięciokondygnacyjnego domu w północnym Teheranie. Zdjęcia rozmieszczono na wszystkich piętrach. Wyglądało, jakby były projektowane nad krajobrazem miasta obrazy ciał pozbawionych miejsca, a zarazem przyczyniających się do jego powstawania. Zobaczenie całej instalacji było możliwe wyłącznie pod warunkiem odbycia wspinaczki po niewykończonej klatce schodowej, dzięki czemu każdy mógł zobaczyć, w jaki sposób ci inni zarabiali na życie.5

 

 

Epilog: Z prochu w proch

 

Teraz mnie tam nie ma. Opuściłam mój kraj nie dlatego, że Iran został najechany przez Rosję czy Stany Zjednoczone, powodem nie była też wojna domowa czy fakt, że jestem działaczką ekologiczną, która obawia się aresztowania.

 

Nie ma mnie tam, gdy próbuję pisać tę pokawałkowaną osobistą opowieść o produkcji przestrzeni; doświadczyłam wysiedlenia w trakcie pisania; nie mogę pisać o produkcji przestrzeni mieszkalnych w mieście, w którym dorastałam, bez myślenia o wysiedlonych ciałach. Nie mogę przestać myśleć o teherańskich domach w oderwaniu od tej konstelacji inwazji i wojen:

radzieckiej inwazji na Afganistan;

irackiej inwazji na Iran;

ataków z 11 września;

amerykańskiej inwazji na Afganistan;

arabskiej wiosny;

amerykańskich / arabskich / brytyjskich / francuskich / irańskich / irackich / izraelskich / libańskich / tureckich sił zbrojnych (i do tego wszystkich firm i grup) zaangażowanych w wojnę domową w Syrii.

 

Oto jestem, myślę o ciałach rozpuszczonych w powietrzu, myślę o mglistym, rozmazanym obrazie środkowowschodniego pylistego miasta, wspominam mój pierwszy dzień pracy jako architektki, portret dwóch prezydentów patrzących w obiektyw i salutujących do nas.

 

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Michał Choptiany
 

BIO

Mandana Mansouri jest artystką, która w swojej działalności wykorzystuje obrazy, film, język, perfrormans i instalacje site-specific. Jej prace poświęcone są problemom nagiego życia, władzy, produkcji przestrzeni, wysiedlenia i widzialności. W swoim najnowszym projekcie A Machine for Living In Mansouri odwołuje się do problemu wyzysku robotników i widzialności afgańskich uchodźców w Iranie; projekt jest eksponowany w przestrzeni galeryjnej i miejskiej.

Mansouri urodziła się w Kermanshah w Iranie w 1982 r. i obecnie mieszka i pracuje w Vancouver. Uzyskała stopień BA w architekturze na Azad University w Qazvin i MA z urbanistyki z Azad University w Teheranie. Obecnie studiuje w programie MFA na University of British Columbia (UBC) w Vancouver. Jej prace były pokazywane na UBC i w Gallery 1515 w Vancouver oraz w Azad Art Gallery w Teheranie. Mansouri współpracowała z takimi kolektywami artystycznymi jak Photocopy, New Media Society, Architecture Urbanism Circle w Teheranie. Przez ponad dziesięć lat pracowała jako architektka i urbanistka; w publikowanym tutaj szkicu przedstawia osobistą opowieść o doświadczeniu produkcji przestrzeni mieszkalnej w Teheranie.

*Zdjęcie w tle: Machin for Living in, instalacja, Mandana Mansouri, 2016. Dzięki uprzejmości Milada Houshmandzadeha

[1] Po zakończeniu wojny z Irakiem w roku 1989, Korpus Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej, część irańskich sił zbrojnych, postanowił rozpocząć działalność gospodarczą. W tym celu powołał on główny ośrodek do spraw inżynierii i budownictwa, który nazwano Gharargahe Khatam al-Anbiya (w skrócie Ghorb). Firma stała się jednym z głównych irańskich wykonawców w dziedzinie budownictwa przemysłowego i urbanistyki.

[2] Czerpiąc tutaj inspirację z Alaina Badiou, posługuję się pewnymi pojęciami matematycznymi, zazwyczaj jednak w sensie metaforycznym. Zbiór nieprzeliczalny (lub nieprzeliczalnie nieskończony) to taki zbiór, który zawiera zbyt wiele elementów, aby można było je policzyć. Nieprzeliczalność zbioru jest powiązana ściśle z jego liczbą kardynalną: zbiór jest nieprzeliczalny, jeśli jego liczba kardynalna jest większa od tej przypisanej zbiorowi wszystkich liczb naturalnych.

[3] Termin matematyczny opisujący niemożliwość powstania w wyniku (skończonej liczby) standardowych algebraicznych operacji dodawania, mnożenia, inwolucji lub ich odwrotności; daje się wyrazić jako zmienna jedynie w formie nieskończonej serii (za OED Online, Oxford University Press).

[4] Jest to nawiązanie do słynnego stwierdzenia Le Corbusiera Dom to maszyna do mieszkania. Wierzył on, że nowoczesne życie wymaga nowego rodzaju planu, i to zarówno jeśli chodzi o mieszkanie, jak i planowanie miast. Niemal 50 lat później jego idee zostały poddane krytyce przez myślicieli ponowoczesnych doszło do tego wkrótce po wysadzeniu w powietrze osiedla Pruitt-Igoe, które uznano za symbol klęski architektury modernistycznej. Wśród głosów krytycznych w tej dyskusji powracał problem segregacji rasowej.

[5] Instalacja ta wchodziła w dialog z pracą Nedy Razavipour i Shahaba Potouhiego (2003). Ich dzieło było miejską instalacją polegającą na umieszczeniu portretów zwyczajnych Irańczyków w oknach nieukończonego wysokościowca i okazjonalnym włączaniu świateł za ich plecami. Był to ironiczny komentarz do logiki spisu powszechnego. Podczas gdy zbiór obywateli Iranu jest przeliczalny, ich obrazy były zwrócone ku miastu, natomiast w The Machine... wizerunki Afgańczyków elementów zbioru nieprzeliczalnego były odwrócone od miasta i skierowane ku domowi zamieszkiwanemu przez innych.