Dyskretny Dash

(fragment)

Georgina Starr

Fragment niepublikowanej powieści artystycznej The Discreet Dash autorstwa Georginy Starr.

 

Susan była podpita, zszokowana i okropnie poobijana, a jednak wciąż wyglądała szałowo. Miała na sobie rozkloszowaną sukienkę w kolorze ciemnego bordo, a na szyi luźno zawiązaną długą wiotką apaszkę. Jej strój odpowiadał swobodnej elegancji otoczenia.

 

Dora, podaj mi książkę ze stołu. Zepchnij Kirke, bo na niej siedzi. 

 

Kotka popatrzyła z potępieniem na Dorę, po czym zeskoczyła niechętnie, a jej spojrzenie mówiło: Ruszyłam się tylko dlatego, że moja pani tego zażądała. Chętnie naszczałabym ci na gębę. Dora podała książkę Susan, wyciągniętej w dramatycznej pozie na okazałym fotelu obitym szarym aksamitem w białe maki jak wszystko inne w tym pokoju fotel dawał ukojenie, jakby wyściełane meble i gama jesiennych kolorów miały magiczną moc uzdrawiania. Susan łyknęła znowu whiskey prosto z butelki, podczas gdy Dora obmywała jej kolana, delikatnie nanosząc bawełnianymi wacikami jodynę w kolorze nikotynowej żółci. 

 

Czuję się, jakbym stoczyła walkę z potworem. Też się tak czułaś?

 

Tak, wszystko mnie bolało.

 

Żebra mnie nawalają i jakby mnie ktoś wychłostał po szyi. Sama stamtąd wyszłam?

 

Głos Susan stracił swoją zwykłą siłę i był teraz kruchy i wątły jak świeżo wyklute stworzenie, miotające się w ciasnej przestrzeni prowizorycznego etui z nylonu.

 

Wyglądało, że raczej zostałaś brutalnie wypchnięta.

 

Mogę jeszcze jedną tabletkę?

 

Jasne.

 

Odgrywanie roli pielęgniarki sprawiało Dorze przyjemność. Wciąż nie mogła uwierzyć, że znajduje się w domu profesor Susan Appleton. Siedząc pokornie na podłodze przed fotelem obitym aksamitem, miała poranione kolana Susan na wysokości oczu. W następstwie upadku kolana sterczały teraz prześmiewczo spod rozdartych jaskrawoniebieskich rajstop i z bliska wyglądały jak twarze zakonnic w habitach: waciki przypominały barbet, a ciemne plamy po jodynie nadawały tym obliczom łotrowski, dość złowrogi wygląd, jakby mniszki też uczestniczyły w bijatyce. Dora przypomniała sobie siostrę Perpetuę, niesympatyczną nauczycielkę, która pewnego razu zbiła ją trzcinką po nogach za przypadkowe schwytanie chłopca w skakankę na placu zabaw.

Tak jak myślałam, spójrz na ubarwienie, to Oraxxia Saturnidae, jestem pewna. Pawicowate.

 

Widziałaś kiedyś coś takiego, Susan?

 

Tak mi się wydaje. Gdzieś, kiedyś.

 

Co jedzą?

 

Pawicowate nie jedzą, nie mają języka.

 

Naprawdę? To mówić też nie potrafią?

 

No nie, ale jest w nich coś interesującego, przeczytam ci kawałek.

 

Dora patrzyła na poobijane oblicza dwóch wojowniczych mniszek i wyobraziła sobie, że to nie Susan mówi, lecz ta po prawej jej głos miał tę samą miękką i odrobinę protekcjonalną dublińską intonację, co głos siostry Perpetuy.

Dobra, zorientujmy się, czy to samiec, czy samica. Rozdział osiemnasty: Ustalanie płci. Najpierw opisują, jak określić płeć, gdy okaz wciąż jest w kokonie właściwie teraz na nic się nam to nie przyda, przecież się wykluł, ale i tak przeczytam, bo nigdy nie wiadomo: Oczywiście mamy metodę złotej obrączki i nitki, dzięki czemu ustalamy płeć poczwarki w kokonie. To przypomina radiestezję. Zawieszamy obrączkę na metrowym odcinku nitki, drugi jej koniec trzymamy kciukiem i palcem wskazującym, następnie wyciągamy rękę do przodu. Nie unikniemy minimalnego drżenia mięśni, które nitka przenosi na obrączkę. Jeśli jednak lekko rozkołysaną obrączkę opuścimy na odległość mniej więcej milimetra nad kokonem, to niepożądane zakłócenie ustanie i obrączka zacznie się poruszać w linii prostej jak wahadło lub idealnie po okręgu. Linia prosta oznacza, że poczwarka jest samcem. Krąg wskazuje na samicę....

 

Początkowo Dora darzyła siostrę Perpetuę dużym szacunkiem do czasu, gdy dostała trzcinką, i odtąd już nie ufała świętoszkowatej sadystce. Pamiętając o tym, pozwoliła mniszce z lewej strony przejąć inicjatywę; też irlandzki akcent, ale z północnym zaśpiewem, głos zaś łagodniejszy i szczery.

 

Dobra, a teraz o dorosłych okazach. Gdy wyklują się z kokonu, wówczas, z nielicznymi wyjątkami, możemy bez trudu ustalić płeć. Ogólnie rzecz biorąc, samiec Saturnidae ma bardzo pierzaste (grzebieniaste) czułki, podczas gdy u samiczki są one cienkie (nitkowate) i często odrobinę ząbkowane. To właśnie na pierzastych czułkach samca znajdują się narządy zapachowe wychwytujące feromony samicy.... Idź sprawdzić.

 

Owad przestał się miotać i trzepotać skrzydłami, siedział spokojnie na ściance z nylonu w cielistym kolorze. Czułki nie były pierzaste.

 

To chyba ona.

 

Doskonale. Wówczas widzimy też, że u samic odwłok jest bardzo gruby, często pękaty, czasem też cylindryczny. Tak?

 

Tak, wydaje się trochę baniasty.

 

W końcu samica się przeobraża, nosi w sobie komplet jajeczek. Pokładełko zakończone jest małym rożkiem, a gdy lekko uciśniemy, gruczoł zapachowy wysunie się i będzie wyraźnie widoczny.

 

Ale nie muszę ściskać, co? I tak już trochę sterczy...

 

To znaczy, że ona już wabi. Taki sposób przyzywania partnera rozwinął się doskonale u tego gatunku i między innymi dlatego samce mają pierzaste czułki, bo właśnie na nich znajdują się narządy wychwytywania feromonów. Samica wabi partnera przez kilka dni, a jeśli w tym czasie nie dojdzie do połączenia, złoży jałowe jajeczka. Jeśli trwa to dłużej niż cztery noce, może zabraknąć jej feromonu.

 

Skąd wytrzaśniemy dla niej samca w ciągu kilku dni?

 

Bóg raczy wiedzieć.

 

Butelka whiskey była już pusta, a Dora i Susan zaczęły wygadywać nonsensy. Przez kilka godzin rozmyślały o Dashu Hallu i o tym, dlaczego w dwóch osobnych przypadkach zostały obie poturbowane i wyrzucone z domu na ulicę, z posiniaczonymi rękami i nogami. Rozmyślania prowadziły donikąd, a alkohol w połączeniu z silnymi środkami przeciwbólowymi sprawiał, że Susan bełkotała.

 

Mam dość, Dora. Jestem kompletnie wykończona. Ty też tak wyglądasz, chodźmy spać. Zostań na noc.

 

Nie będzie problemu?

 

Skąd, mam mnóstwo wolnego miejsca. Znajdziemy dla ciebie jakieś ciuchy...

 

Pomóc ci?

 

Tymi rajstopami się martwię, auć, krew na kolanie chyba zakrzepła i przykleiła się do rajstop, o rany, boję się wstać, bo skóra mi się zedrze.

 

Cholera, zaczekaj.

 

Susan dźwignęła się z fotela jak staruszka chora na artretyzm, wciąż uginając kolana, rozstawiając szeroko stopy. W tej nieporadnej pozycji zadarła sukienkę i wcisnęła dłonie od góry w rajstopy, kręcąc tyłkiem i biodrami, żeby się uwolnić z nylonu.

 

Jasna cholera, co ona wyprawia?

 

Susan, nie! Nie rób tego, będzie jeszcze gorzej, poczekaj, przyniosę ciepłą wodę. Masz więcej wacików?

 

Tak, w łazience na górze.

 

Dora ledwo zdążyła nalać letniej wody do szklanki i znaleźć waciki, gdy usłyszała piskliwy wrzask Susan. Wypadła z łazienki, a białe kuliste waciki potoczyły się po kafelkach posadzki jak nieme piłeczki pingpongowe.

W salonie rozgrywała się przedziwna scena. Susan trzymała kraj sukienki na wysokości bioder. Rajstopy, razem z majtkami, zsunęła niecałe dziesięć centymetrów nad kolana. Między bordową sukienką a niebieskimi rajstopami był teraz pas nagiej skóry, co wyglądało, jakby miała pończochy ale wyglądało też na to, że chce wykorzystać fotel jako ustęp.

 

Aż tak się upiła?

 

Susan patrzyła między swoje kolana, jakby zahipnotyzowana mocą mesmerycznego magnetyzmu; twarz wykrzywiona grymasem przerażenia rodem z kina niemego, kłykcie wydatne i pobielałe od ściskania spódnicy.

 

O nie, zdarłaś skórę?!

 

Dora trochę się ociągała sytuacja wydawała się zbyt delikatna, żeby podejść od razu. 

 

Chodź... tutaj.

 

Zbliżając się, Dora nie odrywała wzroku od łotrowskich oblicz dwóch zakonnic, teraz jeszcze bardziej bestialskich z powodu drobnych trędowatych strupów zakrzepłej krwi wokół wyimaginowanych ust i oczu oraz wacikowych barbetów wystrzępionych jak wyliniałe brody. Prawy palec wskazujący Susan pojawiał się i znikał na obrzeżach zawężonego widzenia Dory, dźgał jak uporczywy komputerowy kursor w stronę krocza w majtkach. Dora przysunęła się i niechętnie zajrzała do środka na małej półeczce bawełny rozciągniętej między rozsuniętymi nogami Susan leżał duży kosmaty brązowy kokon.

 

Po oczyszczeniu trędowatych twarzy mniszek z krwi Dora pomogła Susan ściągnąć rajstopy i położyła nowy kokon na stole obok nylonowego etui. Nie odzywały się już, bo zabrakło słów.

 

Podpierana przez Dorę, Susan powlokła się na piętro i wskazała ręką gościnny pokój po drugiej stronie podestu.

 

W szufladach jest czyste ubranie, weź co chcesz, a w łazience znajdziesz zapasową szczoteczkę do zębów.

 

Sprawiała wrażenie zmęczonej i poirytowanej, jakby wymazywała ją gigantyczna gumka.

 

Nie martw się, poradzę sobie. Spróbuj się przespać.

 

Zamknij drzwi, żeby Kirke nie wlazła i cię nie budziła.

 

Dobrze. No to dobranoc, Susan.

 

Sypialnia była prawie tak duża, jak całe mieszkanie Dory. Wysoki sufit, podobnie jak w całym domu, i staromodne ciemne drewno. Ściany od wklęsłych listew podsufitowych do niskiej drewnianej lamperii pokrywała tapeta z widoczkami. Pokój rozświetlała tylko nocna lampka, Dora nie mogła więc dostrzec wszystkich scen, ale z tego co się zorientowała, były to wschodnioazjatyckie pejzaże: rzeki, góry i prawdopodobnie małe chaty albo domostwa. W pokoju pachniało czystością i niezamieszkaniem, co przywołało w pamięci szafkę do przesuszania pościeli pełną świeżo upranych prześcieradeł, do której lubiła wtykać głowę jako dziecko. Nagle poczuła, że znalazła się wewnątrz czegoś, jakby się skurczyła i została wrzucona do domu lalki albo muzealnej gabloty. Gdy stała pośrodku sypialni, całe jej ciało opłynęła nieoczekiwana fala wyciszenia i spokoju, niecodzienne poczucie zadowolenia, jakiego doznała może raz lub dwa w całym swoim życiu. W komodzie znalazła flanelową piżamę, wyjęła książkę z torby i weszła do wysokiego jednoosobowego łóżka, które zaskrzypiało pod jej ciężarem. Materac na metalowej ramie był miękki, nierówny, luksusowy. Przykrycie się kołdrą w różowej satynowej poszewce przypominało wchłonięcie przez mięsiste fałdy gigantycznego żywego mózgu. Jak to możliwe, że pościel jest taka pachnąca i miła w dotyku?. Wsparta na dwóch niewiarygodnie puszystych poduszkach, Dora zaczęła wertować Marzenie lepidopterologa książkę, której słowa spływały wcześniej z poharatanych kolan Susan szukając zdania z fragmentu o ustalaniu płci. Znalazła go na początku rozdziału osiemnastego.

 

Linia prosta oznacza, że poczwarka jest samcem. Krąg wskazuje na samicę.

Dora była skonana i przytłoczona wydarzeniami minionego dnia, zarazem czuła się zrehabilitowana. Po swojej przygodzie z Dashem Hallem trzy tygodnie wcześniej myślała, że być może traci zmysły jednak teraz miała dowód, że coś jest na rzeczy. Pobudzona whiskey wciąż krążącą w jej żyłach, zebrała się na odwagę, wyplątała z opuchłych półkul satynowego mózgu, wyszła z sypialni i zakradła się na palcach do salonu na dole. Chwyciła naszyjnik w kształcie oka za długi łańcuszek i zwiesiła ten amulet nad kokonem był cięższy niż się spodziewała i kołysał się niejednoznacznie w tę i we w tę, zakreślając duże niewyraźne ósemki. Chwyciła wisiorek w lewą dłoń, prawą naprężyła łańcuszek i spróbowała jeszcze raz. Metalowe oko zawisło niemalże bez ruchu nad brązową włochatooką nemezis. Dora zacisnęła powieki, żeby nie wpływać na zachowanie wahadła, ale natychmiast poczuła bujanie, więc otworzyła oczy. Starając się nie ruszać dłonią, całą energię skupiła na metalowej źrenicy, która zaczęła drgać i dyndać, najpierw wykonując drobne ruchy wahadłowe, potem kreśląc ciasne owale, wreszcie coraz szersze i szersze, przechodzące w obszerne kręgi. Doliczyła do dwudziestu i poczuła się upewniona.

 

Na górze, w łóżku Susan, kotka Kirke drapała kołdrę w poszukiwaniu idealnego miejsca do spoczynku. Susan też nie mogła zaznać wytchnienia z powodu obrażeń fizycznych, więc usłyszała skrzypnięcie trzeciego schodka, gdy Dora skradała się na dół. Stopniowo traciła świadomość, a alkohol w jej krwi zmienił się w kleistą srebrzystą rtęć, krążącą uporczywie po ciele i mózgu, rodzącą wszelkiego rodzaju mroczne, niepokojące wizje. Zobaczyła siebie w zatłoczonych publicznych miejscach, w parkach, na ulicach i placach miejskich, zadzierała tam spódnicę i odsłaniała genitalia przed przechodniami raz po raz obnażała się na oczach obcych ludzi w delirycznym stanie nieprzemijającego anasuromai.

 

Gdy wreszcie obie kobiety zmorzył sen, feromon został rozpylony w serii krótkich mgiełkowatych wytryśnięć z pękatego kosmatego pokładełka uwięzionego owada, pokrywając wszystkie powierzchnie domu niewidzialną cukrową rosą o wielkiej mocy.

 

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Robert Sudół.

 

 

BIO

Począwszy od wczesnych studiów na wydziale ceramiki i rzeźby, przez zakrojone na wielką skalę instalacje łączące wideo, dźwięk, elementy performatywne i teksty, Georgina Starr zajmuje się redefiniowaniem tożsamości, biografii i historii. Od ponad dwudziestu pięciu lat za pośrednictwem swoich prac widowiskowych i melancholijnych teatrów pamięci, mitologii i fikcji nakłania odbiorców do podjęcia refleksji nad własnym ja, nieświadomością i bezustannie zmieniającą się biografią. Jej prace pokazywano w wielu galeriach i muzeach w Wielkiej Brytanii i na całym świecie: od Museum of Contemporary Art w Sydney i Tate Britain do Kunsthalle w Zurychu i Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Ostatnio we Frac Franche-Comté odbyła się podsumowująca jej dotychczasowy dorobek wystawa Hello. Come here. I want you. W 2017 roku w ramach Frieze Projects wystawiła performans Androgynous Egg. Obecnie pracuje nad powieścią The Discreet Dash, zgłębiającą kwestie pamięci, partenogenezy i komunikacji międzygatunkowej.

* Zdjęcie w tle: Georgina Starr, Androgynous Egg, Performans, 2017. Wykonany podczas Frieze London w październiku 2017. Zdjęcie: Ronald Lewis. Dzięki uprzejmości artysty oraz Frieze Projects.